sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 11 część 2: Zjednanie Południa z Holsanią Południową (plan wydarzeń)

Z powodu problemów technicznych (post opublikował się w około 20%) napiszę Wam plan wydarzeń 2 części rozdziału 11.
                                                                                                                                                 

Rozdział 11 część 2:
1. Poznanie Ermyra Al'Calaira
2.Gildia zgadza się pomóc.
3.Ciężka walka.
4. Magda i Kacper całują się na ulicy podczas bitwy.
5.Udana obrona Solsztajnu.
6.Podliczanie strat.
7.Cesarz dziękuje Magdzie - zjednane Południa z Holsanią Południową.
8.Ermyr proponuje Kacprowi naukę.

                                                                                                                                                      
Przepraszam za problemy.

sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 11 część 1: Solsztajnu tak łatwo nie oddamy!

-Co robimy?  pytam po wysłuchaniu komunikatu - Uciekamy?
-Nie, Kacper - odpowiada mi mój rodziciel - Zostajemy i bronimy miasta. Idziemy. Do strażnicy. Ty pilnuj Magdy. Generale pan obejmie dowództwo nad garnizonem, dobrze?
-Spróbuję obronić to miasto! - odpowiedział dziarsko starzec
-A ja z Pawłem będziemy wspomagać żołnierzy - dokończył ojciec - Oczywiście wy z Magdą możecie pomóc w miarę możliwości. A teraz za mną kompania!
Skierowaliśmy się w stronę Mostu Cesarskiego. Nim, dotarliśmy do Bramy Cesarskiej. Tam zostaliśmy zatrzymani przez strażników.
-Alfred Wood, gwardzista Straży Miejskiej Solsztajnu - przedstawił się strażnik - Kim jesteście i co was tu sprowadza?
-Marcin Wilk, Paweł Oleex, Magdalena I Południowoholsańska, Kacper Wilk, Generał Wulfryck z South Holsan. Zmierzamy do kapitana straży. Jesteśmy gotowi bronić miasta.
-Magdalena? Południowoholsańska? - spytał strażnik unosząc brew
-Córka zamordowanego Dawida V Łaskawego, z nieprawego łoża. Jedyna prawowita następczyni tronu Południowej Holsanii. - wyjaśnił mocno już zniecierpliwiony Oleex - możemy przejść?
-Hmmm... No dobrze...
Po chwili zamek otworzył się z trzaskiem i  brama stała otworem. Biegliśmy ulicą cesarską, która roiła się od uciekających ludzi. Wszyscy chcieli ukryć się w domach. Każdy biegł w innym kierunku z niemożliwym dla ucha wrzaskiem i lamentem. Jakieś dziecko przewróciło się i zdarło sobie kolano. Incydent oczywiście przypieczętowało donośnym płaczem. Skręciliśmy w prawo, w Bankierską. Tutaj także był niemiłosierny gwar. Bezdomni dobijali się do drzwi z ogromnym lamentem. Na naszych oczach grupa biegnących ludzi przewróciło krasnoluda. Podbiegłem do niego i pomogłem mu wstać.
-Dziękuję. - powiedział - stratowały by mnie te muły cholerne! Borys Daniłow, miło mi. - Podał mi dłoń.
-Nie ma za co. Kacper Wilk, mi również miło cię poznać. - ścisnąłem podaną mi dłoń.
-Mieszkacie tu? - spojrzał na naszą kompanię - Dopiero przyjechałem i nie mam gdzie się podziać. W tych okolicznościach gospoda raczej będzie zajęta. Oczywiście zapłacę.
-Przykro mi, nie mieszkamy w Solsztajnie. -odpowiedziałem- Ale mamy zamiar się zgłosić do obrony miasta. Może przyłączysz się do nas?
-I tak nie mam nic lepszego do roboty, psia mać. - odpowiedział z uśmiechem
-Poznaj moich kompanów. Marcin Wilk, mój ojciec, Paweł Oleex, Magdalena Południowoholsańska, Generał Wulfryk z South Holsan.
-Słyszałem o Pani, królowo - uklęknął przed Magdą - zaszczyt mi Panią poznać i towarzyszyć w walce.
-Miło mi - Magda skłoniła się ze znanym mi uśmiechem
-Przykro mi, że przerywam protokół et cetera et cetera, ale czas nagli - wtrącił się Oleex
-Racja - przytaknąłem.
Po kilku minach znaleźliśmy się już na Wschodniej. Skręciliśmy w lewo i po może 15 metrach byliśmy już pod strażnicą. Była to wysoka wieża ze szpiczastym dachem. Żaden z okolicznych budynków nie dorównywał jej w wielkości. Zapukaliśmy i weszliśmy do środka. Pomieszczenie miało wymiary około 5x8 metrów. Naprzeciw drzwi stało potężne, dębowe biurko, za którym siedział jakiś mężczyzna. Pewnie ktoś w rodzaju sekretarza. Nie zauważył naszego wejścia. Pochłonięty był pisaniem na pergaminie. Od razu przyszło mi na myśl, czy zauważył by, gdyby do Strażnicy wpadł Zakon...
-O! - zorientował się, że nie jest już sam - W czym mogę pomóc?
-My do Kapitana. - powiedziałem
-Kapitan jest teraz bardzo zajęty. Miasto jest atakowane. - odpowiedział formalnym tonem
-My właśnie w tej sprawie - wtrącił się Oleex
-Hmmm... A kim w ogóle państwo jesteście? - spojrzał na nas z dystansem
-Nazywam się Kacper Wilk, a to są: Marcin Wilk, Paweł Oleex, Magdalena I Południowoholsańska, Generał Wulfryck z South Holsan i Borys Daniłow.
-Magdalena Południowoholsanśka? - zadał pytanie retoryczne - Obiło mi się o uszy, co zaszło w South Holsan. Bardzo mi przykro, madame... Proszę chwilę poczekać.
Sekretarz wyszedł. Wrócił po kilku minutach.
-Kapitan oczekuje państwa w gabinecie. Drugie drzwi po prawej stronie - ręką wskazał korytarz za jego plecami.
Znaleźliśmy owe drzwi i po zapukaniu weszliśmy do środka. Pomieszczenie urządzone było o wiele gustownej od poprzedniego. Na marmurowej posadzce leżała skóra niedźwiedzia. Na stole znajdowała się srebrna zastawa. Biurko wykonane było z hebanu. Świecznik na nim stojący z całą pewnością był pozłacany. Pomieszczenie oświetlone było subtelnym żyrandolem z kryształu.
-Witam, jaśnie pani oraz was, panowie. Doszły mnie słuchy, że zamierzacie bronić miasta. Zaiste byłem zdumionym, że królowa będzie bronić stolicy obcego państwa - odezwał się kapitan siedzący za biurkiem.
-Nie wiem czy pan wie Kapitanie ,ale czworo z nas jest czarodziejami. - powiedział ojciec
-To na pewno zadecyduje czy miasto upadnie - stwierdził kapitan.
-Chcielibyśmy uzyskać zgodę na walkę na własną rękę - odezwał się Oleex.
-Oprócz tego generał Wulfryk jest w stanie poprowadzić garnizon - wtrąciłem się
-Hmmm w innym wypadku nie zgodziłbym się, ale nie mam innego wyjścia. Wrogów jest więcej, a kadra dowódcza garnizonu, wstyd się przyznać, nie umie miecza chwycić. Będę więc zmuszony wydać zgodę.
-Proszę, aby pan Kapitanie zwołał garnizon na rynek - odezwał się Wulfryk
-Żołnierze stawią się za 10 minut.
***
Żołnierze z niezwykłą dokładnością stawili się na rynku. Ustawieni byli w 8 szeregach po 20 osób, czyli 160 rycerzy. Wojsko rozciągało się na całym placu. Od Katedry Zendara, po ratusz i Gospodę.
-Wróg jest u bram! - odezwał się generał - Dopełnijcieie obowiązku wobec ojczyzny i walczcie mężnie! W garnizonie Solsztajnu nie ma miejsca dla dezerterów! Musimy obronić to miasto,  żeby nie stało się tutaj to samo, co w Oxenfurcie i South Holsan! Ja i moim towarzysze obiecujemy, że Solsztajnu tak łatwo nie oddamy!
-Hurra! Brawo! Vivat! Niech żyje Generał Wulfryk! Chwała Królowej Magdalenie! - po całym rynku rozchodziły się krzyki z półtora setki gardeł.
-PODDAJCIE SIĘ! - odezwał się magicznie wzmocniony , tubalny głos od strony zachodniej -TYM, KTÓRZY NIE BĘDĄ STAWIAĆ OPORU OFIARUJEMY  ŻYCIE W DOSTATKU! NIE MACIE SZANS! PODDAJCIE SIĘ!
Na rynku w momencie zapadła cisza. Nikt nawet się nie odezwał.
-Nie słuchajcie ich! Chcą was omamić, żeby łatwiej zająć miasto! Musimy walczyć! - krzyczał generał - wasi dowódcy dostali już ode mnie rozkazy! Wszyscy na pozycje!
Żołnierze biegiem rozeszli się w różnych kierunkach. Na rynku zostaliśmy tylko my.
-Generale, myślisz , że 160 rycerzy wystarczy? - spytałem
-Musi.
***
-Rozdzielamy się moi drodzy! - powiedział Oleex- Generał pójdzie do Bramy Głównej, ja do Południowej, Marcin do Holsańskiej, a wy Kacper, Magda i Borys pójdziecie do Gildii Magów.
-A gdzie ona jest? - spytałem - jestem w tym mieście pierwszy raz.
-Ja wiem, Kacper. - odezwał się krasnolud - Chodźcie za mną.
Rozdzieliśmy się zgodnie z planem. Pobiegliśmy obok Gospody. Potem przez Południową, aż do szpitala. Już mieliśmy skręcić w Znachorską, gdy nagle wielka kula ognia trafiła w budynek szpitala. Konstrukcja zajęła się ogniem.
-Musimy ugasić pożar!- stwierdziłem - Borys, biegnij do Gildii, powołaj się na nas. Magda, chodź.
Wbiegliśmy do środka, na parterze nic oprócz dymu nie wskazywało na to, że w budynku wybuchł pożar.Przez trzeszczące schody wbiegliśmy na pierwsze piętro. Ściana ognia oddzielała nas od pacjentów.
-Aqua! - krzyknąłem, ale ognie tylko przygasły - AQUA MAXIMA! Uciekajcie z budynku! Natychmiast!
Zbiegli po schodach. Pociągnąłem Magdę za rękę. Przed następnymi schodami z sufitu spadła na nas płonąca belka.
-Levantes autem! - krzyknąłem belka podniosła się i ruchem ręki przerzuciłem ją w kąt korytarza
-Aqua! - Magda ugasiła płonący kawał drewna
-Jesteś bardzo zdolna - uśmiechnąłem się do niej
-Ty też - pocałowała mnie w usta
Wbiegliśmy na drugie piętro. Nie było tam już prawie ścian. Wszystko strawił ogień. Przez dach widać było sąsiednie budynki. Podłoga była cała rozżarzona i skrzypiała niebezpiecznie. Kawałek dalej dach się zawalił i płonące belki zatarasowały drogę. Za nimi słychać było płacz dzieci uwięzionych przez ogień.
-Aqua maxima! - z mojej ręki wystrzeliła fala wody i zalała rozżarzoną podłogę, która się zwyczajnie zapadła. - O kurwa!
-Co teraz zrobimy? - spytała wystraszona Magda
-Musimy się wrócić.
Magda skinęła głową na znak, że się zgadza. Wróciliśmy do schodów i skręciliśmy w lewo. Przez korytarz dotarliśmy do jakiś drzwi. Było to przejściowa sypialnia. Ugasiliśmy płonące meble i przez kolejne drzwi wyszliśmy na korytarz. Znów skręciliśmy w lewo. Po kilkunastu metrach zobaczyliśmy zawalony sufit, a oprócz tego usłyszeliśmy płacz dzieci.
-Levantes autem!- podniosłem płonące belki i zrzuciłem je przez dziurę w podłodze na pierwsze piętro.
-Aqua! - Magda posłała za belkami strumień wody. - Chodźcie z nami, nie bójcie się.
Dzieci patrzyły wystraszone, ale po chwili  ruszyły za nami. Było ich około 10. Wszystkie w wieku szkolnym. Wróciliśmy tą samą drogą. Nie napotkaliśmy większych przeszkód. Na ulicy stał już Borys z kilkunastoma mężczyznami, z czego 3 z nich było elfami.
-Gildia zgodziła się pomóc - odezwał się krasnolud
-Słyszałem, że jesteśmy potrzebni - odezwał się elf władczym tonem.
========================================================================
Nowy rozdział! Druga część już wkrótce ;)

poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 10: Audiencja u Cesarza.

27.08.1250r EL.,Solsztajn

Weszliśmy do wielkiego holu. Wszyscy usiedliśmy na ławach stojących na lewo od drzwi. Magda obok mnie, a Oleex, ojciec i generał naprzeciw. Na obydwu znajdowało się z dwadzieścia par drzwi. Na kolumnach podtrzymujących sklepienie zawieszone były sztandary z herbem Cesarstwa Południowego - słońcem na błękitnym tle. Ojciec twierdził, że słońce symbolizowało świetność i potęgę państwa a błękit, tak samo jak "błękitna krew" wysokie urodzenie. Od drzwi wejściowych do ogromnych wrót do sali tronowej ciągnął się czerwony, pięknie haftowany dywan. Z sufitu zwisał ogromny, kryształowy żyrandol. Większość świec była jednak zgaszona, ponieważ przez wielkie witrażowe okna za nami wpadało do holu wystarczająco dużo światła, żeby w pomieszczeniu było dostatecznie jasno. Na ścianach wisiały obrazy poprzednich władców: Ludwik III, Arnold I, Dominik V... Przez drzwi prowadzące do sali tronowej wyszedł sługa ubrany w garnitur. Jego siwe, rzadkie i przetłuszczone włosy odbijały światło słoneczne, przez co ich właściciel wyglądał nieco komicznie.
-Cesarz Johan II von Rusarg oczekuję na panią, królowo oraz na panów - sługa gestem wskazał nam salę tronową.
Wstaliśmy. Wziąłem  Magdę za rękę i pewnym krokiem skierowałem się w ślad za sługą. Za nami szli ojciec z Oleexem i generałem. Weszliśmy to monumentalnego pomieszczenia, jakim była sala tronowa Zamku Solsztajn. Czerwony dywan biegł blisko 30 metrów i przez schody docierał do tron cesarski. Dwanaście par kolumn po obydwu stronach, tak jak w holu ozdobionych było sztandarami. I także jak w poprzednim pomieszczeniu w sali tronowej znajdował się kryształowy żyrandol, a dokładnie to cztery ogromne. Na końcu traktu z pięknie zdobionego dywanu znajdował się tron. Na
nim siedział mężczyzna w średnim wieku. Jego brązowe oczy szybko otaksowały nas zaraz po wejściu do sali. Podsiwiałe włosy spadały bujnymi falami na ramiona. Kiedyś z pewnością kruczoczarne. Cesarz ubrany był w strój koronacyjny. Długi czerwony płaszcz z białym futrem na torsie spadał na posadzkę, najprawdopodobniej z drogiego bohemasidzkiego marmuru. Uwieńczeniem majestatu władcy był złoty diadem cesarski, którego rubin błyszczał już z oddali. Oprócz tego majestatu dodawało berło cesarskie, także złote i wysadzane drogimi kamieniami szlachetnymi.
-Witaj córko króla Holsanii Południowej! - odezwał się niski, spokojny, pełen wyższości głos cesarza - Witajcie również towarzysze tej cnej panny! Co was sprowadza do mojego zamku?
-Witaj włodarzu Cesarstwa Południowego! - odpowiedziała Magda kłaniając się z uśmiechem- Sprowadza nas do Ciebie sprawa rzezi przeprowadzonych w Oxenfurcie i South Holsan.
-Tak myślałem... Ale co ja mam z tym współnego? - zapytał cesarz unosząc brew.
-Chciałabym cię prosić o pomoc wojskową i finansową na odbudowanie zrujnowanych miast
-Nie rozumiem...
-Południowa Holsania i Selezja potrzebują pomocy. Czy Cesarstwo Południowe okaże się wiernym sojusznikiem i odpowie na prośbę przyszłej królowej pomyślnie?
Cesarz żachnął się. Przez chwilę myślał nad odpowiedzią,
-Nie wiem, czy Cesarstwo jest w stanie wysłać jakąkolwiek pomoc dla Holsanii Południowej. Otóż blisko 3 dni temu na Przyrzeczu wybuchło powstanie chłopów. Większość sił jest właśnie tam zaangażowana w duszenie buntu w zarodku.
-Naprawdę? - zdziwiła się Magda - Wydawało mi się, że Przyrzecze to spokojna okolica.
-Sabotaż- szepnąłem
-I mnie się tak wydawało, królewno. - stwierdził cesarz
-A co jeśli ja i moi kompani pomożemy zażegnać bunt? Cesarstwo wyśle nam posiłki i złoto? - zaproponowała Magda
Zaskoczył mnie pomysł Magdy, ale nie było innego wyjścia.
-Hmmm... Dobrze. Wyślemy posiłki i złoto, ale oczywiście w rozsądnych ilościach. - zgodził się cesarz.
-Co cesarz powie na 500 rycerzy i 20 000 koron selezjańskich?
-Ile?! - prawie wykrzyczał cesarz - Toż to połowa armii i skarbca!
-Tak, ale sytuacja jest wyjątkowa - stwierdziła Magda
-200 rycerzy i 10 000 koron selezjańskich - powiedział twardo cesarz
-Naprawdę Cesarstwo nie wesprze Holsanii w portrzebie?
-No niech stracę - stwierdził cesarz z machnięciem ręką - 250 rycerzy i 12 000 koron.
-Zgoda - odparła Magda z uśmiechem pełnym satysfakcji - Dziękujemy ci bardzo, cesarzu, ale czas nagli. Do zobaczenia na mojej koronacji!
-Bywaj, królewno - odparł znów przygnębiony cesarz, do którego najwyraźniej dotarło dopiero to, na co się zgodził.
-Pieprzony sknera!- krzyknęła ze złością Magda zaraz po tym jak wyszliśmy z zamku.
-Uspokój się, Magda. On już taki jest i tak możesz być dumna, że tyle udało cię wynegocjować. - uspokoił ją Oleex
-ALARM!!! - usłyszeliśmy głoś od strony murów - ATAK NA MIASTO!!! WRÓG U BRAM!!! RYCERZE WSPOMAGANI PRZEZ MAGÓW!!!
-Zakon...-szepnęliśmy razem.
========================================================================
A o to i rozdział 10! Atak na miasto przyszedł mi do głowy jakoś spontanicznie ;D Miłego czytania!

piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 9: Następczyni tronu.

-Kto jest następcą tronu Południowej Holsanii? - zapytał ojciec
Starzec rozejrzał się po pokoju. Po chwili skupienia z powagą wskazał na Magdę.
-Ona.
Magda oniemiała, a mi odebrało mowę. Ta prosta, strachliwa dziewczyna, która za żadne skarby nie wygląda na kogoś z "błękitną krwią" miała być królewną, córką i następczynią Dawida V Łaskawego? Nie w to mogłem uwierzyć.
-Jak to? Skąd pan to wie, generale? - spytałem - Czy król powiedział coś więcej?
Starzec wziął głęboki wdech i najwyraźniej przygotowywał się do opowiedzenie długiej i zawiłej historii bogatej w zaskakujące zwroty akcji. Nie myliłem się.
-Tak. W czasie, gdy żołnierze garnizonu South Holsan bronili wejścia do zamku, my zabarykadowaliśmy się w komnatach królewskich. Król chyba przeczuwał, że to jego ostatnie minuty panowania...i życia. Opowiedział mi o pewnej historii, która przydarzyła się 17 lat temu, w 1233 r. Król Dawid przebywał w Agonii na tak zwanej Konferencji Charidarskiej. Jedną z przedstawicielek Cesarstwa Północnego była czarodziejka Alessandra Montequ. Rudowłosa piękność. Każdy mężczyzna wzdychał gdziekolwiek się pojawiła. Ale Alessandra nie zwracała uwagi na prostaków. Upodobała sobie naszego młodego króla Dawida, nie zwracając uwagi na to, że był on wówczas żonaty z naszą świętej pamięci królową Orkanią. Niby czarami, ale coś nie chcę mi się w to wierzyć - pokiwał konspiracyjnie głową - uwiodła naszego czcigodnego władcę. Z tej jedno nocnej miłości urodziła się Magdalena. Ale ani król ani owa Alessandra nie przyjęli tego dziecka, jako oficjalnie swoje. Oboje stwierdzili, że oddadzą je do przytułku. Potem Magda została zaadoptowana przez służącą w Słonecznym Zamku. Potem sama zaczęła uczyć się w tym kierunku. Wszystko działo się jednak pod czujnym okiem króla. Dawid V Łaskawy, jego żona Orkania, ich trzech synów Filip, Robert i Marcin zostali zamordowani podczas dzisiejszego ataku na Zamek. Jednak Magda przeżyła dzięki miłości swojego ojca. Do końca nie ujawnił, że ma jeszcze córkę.
-Fascynująca historia... - powiedział w zamyśle ojciec.
-Ja mam być królową?! - odezwała się Magda - Jak to nie rozumiem! Przecież jestem córką służącej. Nie poradzę sobie w rządzeniu państwem! A do tego jeszcze mam być czarodziejką!
-Poradzisz sobie - powiedziałem podchodząc do niej od tyłu i przytulając czule.
-Tak, tak... Krew nie woda i te sprawy, ale jest jeszcze jedna sprawa...-odezwał się generał patrzący na mnie z konspiracyjnym uśmieszkiem
-Magda jest córką króla i czarodziejki. W jej żyłach płynie magiczna krew. - wtrąciłem się
-Otóż to. - odpowiedział starzec - Tylko jest w tym jeden szkopuł. Prawo dziedziczności nie reguluje tego, czy czarodziejka, bo jest nią bez wątpienia Magda, może zasiąść na tronie.
-To zależy od Rady Królewskiej, o ile jeszcze żyje, i od Gildii Magów, której istnienie też jest wątpliwe.
-Na razie musimy ustalić kto stoi za tymi dwoma rzeziami, które miały miejsce w ciągu dwóch dni w Oxenfurcie i South Holsan. - odezwał się milczący dotąd Oleex - Później zajmiemy się sprawą tronu Południowej Holsanii.
-Wydaję mi się - powiedział generał - że powinniśmy udać się, razem z Królową Magdaleną na wizytę do Solsztajnu. Cesarz Johan powinien udzielić nam pomocy zbrojnej i finansowej na odbudowę South Holsan.
-To jest bardzo dobry pomysł generale. - odezwał się ojciec - Przecież cesarz nie odmówi pięknej królowej z sąsiedniego kraju.
-Zatem w drogę - zadecydował ksiądz.
-Mogę prosić królową - podszedłem do Magdy i podałem jej rękę.
-Proszę - odpowiedziała oglądając się ze strachem na wiszące ciała jej ojca i macochy.
Szliśmy długimi korytarzami, salami i przedsionkami pełnymi krwi i ciał zabitych podczas bitwy. Najpierw szliśmy ja z Magdą, za nami generał, następnie szli ojciec z Oleexem, a pochód kończyli ocalali żołnierze garnizonu. Taką karawaną wyszliśmy na dziedziniec. Zaniemówiliśmy. Przed oczami rozciągał się wielki napis z krwi:


OXENFURT, SOUTH HOLSAN - JESZCZE CI MAŁO MARCINIE? A MOŻE TERAZ NORT HOLSAN, ALBO TRYDIUM? A CO POWIESZ NA SOLSZTAJN? TO WSZYSTKO PRZEZ CIEBIE, PRZEZ TO, CO ZROBIŁEŚ W SANKT-RIVER W 1210. JESZCZE SIĘ SPOTKAMY. 
PS: PILNUJ SYNA
ANTHONY GRAY, MISTRZ ZAKONU RYCERZY CIEMNOŚCI.

Kawałek dalej widniał jeszcze jeden napis:

Mam dla ciebie niespodziankę, Marcinie. Zajrzyj, proszę, do tych drzwi po prawej. Nie będziesz rozczarowany.

Ojciec skierował się w stronę owych drzwi. Ja puściłem rękę Magdy i manewrując pomiędzy świeżymi jeszcze śladami krwi poszedłem za nim. Ojciec dotarł chwilę przede mną. Gdy się z nim zrównałem drzwi były już otwarte. Na pełnej krwi podłodze leżało ciało kobiety. Po chwili rozpoznałem, że była to moja matka.
-Kaaaaaamiiiiilaaaaa! - ojciec krzyknął najgłośniej jak potrafił i rzucił się w stronę ciała.
Przytulając ciało matki cały czas zalewał się łzami. Ja, w przeciwieństwie do niego, nie krzyczałem. Stanąłem i patrząc na ciało zalałem się łzami. Niepowstrzymanymi, szczerymi łzami. Pełnymi bólu. I złości. Cały czas płakałem, gdy podeszła do mnie Magda i objęła mnie ramieniem. Nie odzywała się. Po prostu była. I za to byłem jej wdzięczny. Za to, że była i że nie pocieszała. Pustymi słowami, które tylko spotęgowałyby żal, który zagościł w moim sercu po stracie matki. Po chwili podeszli do nas generał z Oleexem. Żołnierze podeszli bliżej i uklęknęli. Z ich ust zaczęły dolatywać słowa pieśni żałobnej zagłuszane przez łzy. Jak się później dowiedziałem była to pieśń "Ty, który odszedłeś" Była to pieśń śpiewana na pogrzebach najznamienitszych osób.

Ty, który odszedłeś! Bujny kwiecie róży!
Niech ci niebiański gaj od dziś służy!
Niech twa mądrość na wieki tu zostanie!
Nie zapomniane będzie twe oddanie!

Ty, który odszedłeś! Latoroślo winna!
Niechaj ci Alessja służy, tak jak powinna!
Twoje imię na wieku tu zostanie!
W sercach naszych! Na wieki wieków, Amen.

Magda również popłakała się  słuchając pieśni. Była bardzo wzruszająca. I potrzebna po takiej ilości mordów, zabójstw i krwi. Była oczyszczeniem dla ducha spętanego bólem, po widoku tylu ciał. W tym ciała swojej własnej matki.
***
Pogrzeb odbył się tego samego dnia popołudniu. Matka na życzenie Magdy została pochowana w królewskiej krypcie pod Słonecznym Zamkiem. Na pogrzebie obecna była okoliczna ocalała ludność. Wszyscy płakali słuchając "Ty, który odszedłeś". Wszyscy.
========================================================================
Rozdział numer 9 oddaję w wasze ręce. ;P Podoba się? Nie podoba? Piszcie w komentarzach ;3

wtorek, 4 listopada 2014

*250 wyświetleń*

"History of my life" ma już pół roku ;). Wciągu tego czasu blog zdobył 250 wyświetleń (teraz już około 260). Dziękuję bardzo za czas poświęcony na czytanie mojego opowiadania. Chciałbym, żeby każdy, kto czyta moje posty, zostawił coś od siebie. Może to być nawet krytyka, bo i taka na pewno się znajdzie. Jeszcze raz dziękuję! ;3

niedziela, 26 października 2014

Rozdział 8: Drugi Oxenfurt

Z daleka majaczyło miasto South Holsan, stolica Holsanii Południowej. Jednak coś przykuło naszą uwagę. Z nad miasta, pomimo dziennego światła bił ogromny blask. Z czasem, gdy zbliżaliśmy się do miasta poczuliśmy swąd spalenizny.
-Coś tu jest nie tak - stwierdził Paweł Oleex - Bądźmy ostrożni.
Pokiwałem w milczeniu głową. Wraz z maleniem odległości dzielącej nas od miasta swąd spalenizny i także dymu był coraz silniejszy. Podjechawszy pod główną bramę ujrzeliśmy pogorzelisko. Drugi Oxenfurt. Ulice we krwi. Płonące domy. Ludzie w popłochu uciekający z miasta. Nieliczna straż walcząca na rynku w obronie przejścia do Słonecznego Zamku. Zauważyłem starą elfkę uciekającą z miasta. Podbiegłem do niej.
-Co tu się stało? - spytałem
-Napadli nas! - zaczęła opowiadać cała zdyszana - W nocy do miasta wtargnęli magowie i rycerze ubrani w bordowe szaty. Wyważyli bramy i zaczęli mordować ludność i palić domy. Było ich bardzo dużo. Straż nie zdołała ich zatrzymać. Generał Wulfryk kazał się wycofać i bronić zamku. Bronią go od rana, ale jest za mało ludzi i broni. Pewnie już są na dolnym dziedzińcu. Długo nie pociągną. Zamek zaraz upadnie. Uciekajcie stąd!
-Dziękuję pani bardzo. Niech pani już ucieka. Tu jest niebezpiecznie..
Starowinka oddaliła się. Na zakręcie niespodziewanie została ugodzona strzałą w plecy. Strzała była najwyraźniej odłamkowa, bo usłyszeliśmy szczęk mechanizmu uruchamiającego kolce. Staruszka jęknęła i odwróciła się w naszą stronę upadając. Naszym oczom ukazała się sina twarz. Oczy elfki były nienaturalnie wybałuszone, a z jej ust pociekła smużka krwi.
Staliśmy oniemiali tym, co zobaczyliśmy. Przez dłuższą chwilę wpatrywaliśmy się milcząc w ciało staruszki.
-To było straszne... - wyszeptałem, nie mogąc wydobyć mocniejszego tonu głosu
-Będziesz widział o wiele straszniejsze rzeczy, Kacper. - ojciec podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.
-Idziemy dalej? W ten ogień? - spytałem
-Tak, musimy. Weź się w garść. Chcesz pomóc? - ojciec uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco
-Yhym - przytaknąłem kiwając głową
-Nauczę cię teraz zaklęcia, którym ugasisz ogień. "AQUA". Powtórz: "A-Q-U-A"
-"AQUA" - powtórzyłem zaklęcie za ojcem
-Skoncentruj się i wyceluj w to drzewo mówiąc "AQUA" - wskazał na drzewo oddalone od nas jakieś 20 metrów.
-Aqua! -powiedziałem wskazując ręką na drzewo. Jednak nic oprócz lekkiego mrowienia w końcówkach palców się nie stało.
-Jeszcze raz. Skoncentruj się. - powiedział ojciec - Wierzę w ciebie, Kacper.
-Aqua!- tym razem z moich palców wystrzelił strumień wody zalewając drzewo. - Udało mi się! Naprawdę TO zrobiłem!
-Oczywiście, że to zrobiłeś - powiedział Oleex - masz wielki potencjał. Z resztą jak twój ojciec - uśmiechnął się do mojego ojca.
-Dobrze, chodźmy zatem do Zamku. - odparł zmieszany ojciec - musimy pomóc królowi.
Szliśmy omijając palące się domy, które zawaliły się tarasując ulicę. Gasiłem je tam, gdzie było to konieczne. Po kilku minutach dotarliśmy do rynku w South Holsan - kwadratowego placu z pierścieniem kamieniczek wokół. Na drugim końcu rynku znajdował się most do Słonecznego Zamku, siedziby południowej linii Ravex'ów. Na rynku nie było nikogo, nie licząc setek ciał leżących w kałużach krwi. Przemierzyliśmy szybko plac i skierowaliśmy się w stronę fortecy. Ludzi znaleźliśmy dopiero w jadalni Słonecznego Zamku była to garstka rycerzy garnizonu South Holsan i kilkudziesięciu rycerzy Zakonu wspomaganych przez magów.
-Repellere! - krzyknął Oleex i kilku z rycerzy zakonu uderzyło z jękiem o ścianę.
-Scutum meum! Scutum deum! - powiedział ojciec wskazując ręką na siebie, a potem na mnie. Po chwili wokół naszych ciał utworzyła się półprzezroczysta poświata, która ,jak wywnioskowałem z jej właściwości, była magiczną tarczą.
-NA NICH!!! - ryknęli chórem rycerze zakonu
Rozgorzała Bitwa o Jadalnie Słonecznego Zamku. Wrogowie rzucili się na nas chmarą. Nawet zaklęcie wyczarowujące wodę było przydatne, bo strumień miał wielką siłę. Ojciec rzucił kulę ognia, która wybuchła zapalając kilkunastu wrogów. Oleex rzucał "mordeczne zaklęcia" na rycerzy Zakonu, którzy zdołali do nas podbiec. Ja zwalałem z nóg pojedynczych przeciwników "Aquą". Rycerze garnizonu South Holsan rzucili się na trójkę magów walczącą po stronie Zakonu. Zginęła ponad połowa ludzi South Holsan, zanim śmierć ponieśli czarodzieje Rycerzy Cienia. Ojciec rzucił potężne zaklęcie "Ignis Maxima", od którego zatrzęsło całym zamczyskiem. Niedobitki Zakonu uciekały w popłochu. W tamtym momencie zobaczyłem dziewczynę ukrytą we wnęce, za przewróconym stołem. Podbiegłem do niej, żeby sprawdzić czy żyje. Żyła. Siedziała z kolanami pod głową, trzęsąc się ze strachu. Była w moim wieku.
-Nic ci się nie stało? - spytałem najbardziej czule, jak tylko potrafiłem.
-Nnn-i-ee - odparła wystraszona
-Nie bój się. Nic ci nie grozi. - usiadłem obok niej i objąłem ją ramieniem.
Była bardzo ładna. Włosy spływały złotymi falami zatrzymując się na ramionach. Szafirowe oczy pełne strachu wpatrywały się we mnie badawczo.
-Jak się nazywasz? - uśmiechnąłem się do niej przyjaźnie
-Magda. - odparła.
-Miło mi. Jestem Kacper. Chodź Magda. Pójdziemy do mojego ojca i zastanowimy się co dalej zrobimy.
Wstałem i podałem jej rękę. Chwyciła ją nieśmiało i podziękowała uśmiechem.
Ojciec rozmawiał już razem z Oleexem z rycerzami South Holsan.
-Więc mówicie, że jest ich około 500? - w zamyśleniu potarł pobrudek - A jaką liczebność mają nasze siły? Jacyś magowie?
-Mamy może kilkadziesiąt rycerzy i jednego maga. Z wami czterech.
-Niedobrze. Gdzie jest król Dawid i królowa Izabella?
-W apartamentach królewskich z resztą rycerzy.
-Dobra. Chwilę odpoczywamy panowie i zaraz idziemy dalej walczyć. Za South Holsan!
-Tato, poznaj Magdę. - odezwałem się do ojca - Siedziała ukryta za stołem w tamtej wnęce.
-Bardzo mi miło, nazywam się Marcin Wilk - skłonił się - a to mój przyjaciel Marcin Oleex. Miałaś dużo szczęścia.
-Gdyby nie nasi dzielni rycerze i oczywiście wy panowie na pewno bym zginęła. Dziękuję wam za uratowanie życie.
-Nie ma za co. - odpowiedziałem z uśmiechem
-Pójdziesz z nami Magdo. - stwierdził ojciec - w tej chwili nie ma bezpieczniejszego miejsca dla bezbronnej dziewczyny niż tutaj. Kacper, miej na nią oko.
-Dobrze, tato.
-Dobra panowie! Koniec odpoczynku! Ojczyzna wzywa! - ojciec zwrócił się do rycerzy - Idziemy!
Przeszliśmy przez jadalnię i weszliśmy do długiego wąskiego korytarza. Magda cały czas była przy mnie. Kolejnych ludzi spotkaliśmy w sali tronowej, około 30 uzbrojonych rycerzy i kilku magów.
-Scutum Deum! - ręką wskazałem na Magdę i wokół niej wyrosła półprzezroczysta poświata
-Jesteś czarodziejem? - spytała wskazując na otaczającą ją magiczną tarczę
-Tak, ale nie jestem taki, jak oni - tu ręką wskazałem w kierunku rozgorzałej bitwy - Nie skrzywdzę cię.
Podszedłem do niej i pomimo tarczy (była wyczarowana przeze mnie) przytuliłem ją czule. Odwzajemniła uściśk.
-Dziękuję. - wyszeptała mi do ucha
-Chodźmy musimy im pomóc w walce - pociągnąłem ją za rękę i zacząłem biec w kierunku walczących.
Trafiłem rycerza próbującego podejść nas od tyłu zaklęciem wodnym i stracił przytomność uderzając o ścianę. Jeden z magów Zakonu trafił kulą ognistą w żyrandol, który spadł na ziemię. Dywan zajął się ogniem i oddzielił mnie i Magdę od ojca, Oleexa i garnizonu miasta. Próbowałem gasić ogień "aquą", ale on ciągle wybuchał ze zdwojoną siłą. Po chwili nie widziałem już ani ojca ani reszty. W tym momencie usłyszałem krzyk Magdy.
-KAAACPEEER!
Odwróciłem się i zobaczyłem, jak jakiś rycerz przewraca ją i zaczyna dotykać obślizgłymi łapskami. Na sam widok się we mnie zagotowało. Szukałem w myślach jakiegoś zaklęcia. Hmmmm... Znalazłem! Ale czy nie trafię Magdy? Zaryzykowałem.
-Repellere!
Udało się. Zaklęcie nie chybiło. Trafiło w sam środek zbroi przeciwnika. Miecz odleciał pod ścianę, a rycerz zarył w resztki stołu z głuchym jękiem. Podbiegłem do niej i pomogłem jej wstać.
-Dziękuję. Po raz kolejny uratowałeś mi życie.
-Drobnostka. -uśmiechnąłem się czarująco. - Aqua maxima!
Ogromna ilość wody zalała palący się dywan. Znów złapałem Magdę za rękę i pobiegłem przez zgliszcza wykładziny. Zauważyłem, że ojciec szamota się z jakimś mężczyzną. Teraz przeciwnik siedział na nim.
-Repellere!
Rycerz przeleciał kilka metrów i uderzył z hukiem w regał, który się zawalił pod siłą uderzenia. Ojciec wstał i podbiegł do nas.
-Dziękuję Kacper - uśmiechnął się - Kto cię nauczył tego zaklęcia?
-No....- spuściłem głowę - jakoś tak samo wyszło. - odpowiedziałem zawstydzony
-Skoro sam nauczyłeś takiego zaklęcie, to powinieneś poznać inne: "mortis" jest to zaklęcie uśmiercające. Używaj go tylko w ostateczności.
-Dobrze, będę pamiętał.
Ojciec odszedł rzucając właśnie zaklęcie ogniste w nabiegającego rycerza. Było już właściwie po walce. W sali tronowej leżało kilkadziesiąt trupów, w tym trzech magów. Reszta uciekła w stronę prywatnych komnat. Cały zamek był w ruinie. Kolumny podtrzymujące sklepienie sali tronowej zawaliły się. Przez dziurę w ścianie do sali wpadało światło słoneczne, odbijające się od kałuży krwi leżącej na podłodze. Wszyscy ludzi byli zmęczeni i zakrwawieni, część była też ranna. Zginęło około 10 ludzi. Oleex stanął na szczycie schodów prowadzących do tronu.
-Niech podejdą do mnie ranni! - krzyknął - Dobrze ustawcie się w kolejce.
Uzdrawiał wszystkich zaklęciem "Sanitas". Po kilku minutach odpoczynku ojciec zarządził dalszą wędrówkę. Wyruszyliśmy korytarzem odchodzącym w lewo. Po kilkunastu minutach brodzenia we krwi i omijania trupów dotarliśmy do sypialni królewskiej. Ojciec otworzył drzwi i naszym oczom ukazał się straszny widok. Król Dawid V Łaskawy i jego żona Królowa Izabella z Południa wisieli na żyrandolu. Ich sine ciała z wybałuszonymi oczyma ubrane były w pełni królewskiej krasy. Na głowach oboje mieli korony. Pod nimi leżało złote berło i jabłko, które najwyraźniej Dawid upuścił po śmierci. Z ich ust ciekła krew rozlewając się na szatach koronacyjnych i ściekając strumykiem na podłogę. Po chwili zauważyłem siwego mężczyznę związanego na krześle z prawej strony. Usta miał zakneblowane i szamotał się z węzłami. Podszedłem do niego i zdjąłem mu knebel.
-Nie zdążyliście! - powiedział -  Zabili króla i królową! Uciekli!
-Zaraz. Zaraz. Kim pan jest? - spytałem
-Nazywam się Wulfryk jestem, a właściwie byłem generałem króla Dawida.
-Opowiedz nam co się stało. Spokojnie i od początku.
-O jakiejś trzeciej nad ranem około tysiąca z rycerze wspomaganych przez magów napadło na miasto. Zaczęła się walka o mury, ale magowie szybko otworzyli bramy i wrogowie wpadli do miasta. Rozpoczęła się rzeź. Zginęli wszyscy, którym nie udało się w porę uciec. Ja, razem z garnizonem wycofaliśmy się na rynek. Tam rozegrała się bitwa, którą przegraliśmy. Wycofaliśmy się do zamku. Zostawiłem garstkę ludzi w jadalni, żebyśmy mogli przygotować obronę króla i królowej. Jednak Zakon znalazł tajne przejście i ominął jadalnię. Wybili wszystkich moich ludzi, a parę królewską powiesili. Król zdążył mi jedna przed śmiercią powiedzieć, kto jest zastępcą tronu. Po śmierci władców zakon mnie zakneblował i uciekł przed wami tajnym przejściem.
-Kto jest następcą tronu Południowej Holsanii? - zapytał ojciec
Starzec rozejrzał się po pokoju. Po chwili skupienia z powagą wskazał na Magdę.
-Ona.
==================================================================
Kolejny rozdział ;) Wyszedł mi dosyć długawy, bo sporo się w nim dzieje. Do następnego! :P

sobota, 25 października 2014

Rozdział 7: Nawet w Oxenfurcie nie jest bezpiecznie.

Obudziłem się. Nie wiem ile spałem, ale wydaję mi się, że trwało to dość długo. Najważniejsze, że żyję, chociaż nie wiem gdzie jestem.  Leżę na wielkim łożu w pokoju, którego wysokie sklepienie ginie w mroku. Jedynym źródłem światła w pokoju jest słabo migocząca świeca stojąca na pięknie rzeźbionym stoiku nocnym. Okna zasłonięte są długimi, grubymi kotarami z czerwonego jedwabiu. Drzwi są lekko uchylone. Ociężale i z niemałym bólem wstaję i do nich podchodzę. Z sąsiedniego pomieszczenia słychać rozmowę mojego ojca z Pawłem Oleex'em.
-Marcin, musicie uciekać. W Oxenfurcie nie jest już bezpiecznie. Odkąd Lady Margaret została zamordowana, a Rycerze Cienia trzymają w garści Radę wiele się zmieniło. Utworzono getta. Selezja zamknęła granice dla innych państw. Stosunki dyplomatyczne zostały zerwane.
-Co mamy według ciebie zrobić? - spytał ojciec - Wrócić na Ziemię?
-Nie macie po co tam wracać. Praktycznie wszystkie portale zostały zniszczone reszta jest kontrolowana przez Zakon Rycerzy Cienia. Najlepiej, jakbyście udali się do Holsanii Południowej, do Sout Holsan. Tam porozmawiajcie z królem Dawidem Rovexem. Jakby co powołajcie się na mnie.
Otworzyłem drzwi i wszedłem do kuchni.
-Co się stało? - spytałem bez ogródek.
-Bractwo Rycerzy Cienia nasłało na nas skrytobójców - odpowiedział mi ojciec - Kościół jest teraz ruiną, portal został zniszczony, a wszystkich naszych łączników zamordowano. Oprócz tego Zakon przeprowadził udany zamach stanu na Lady Margaret. W nocy, zaraz po naszym przybyciu do zamku wtargnęli magowie. Wyrżnęli po kolei większość strażników, a na samym końcu upozorowali samobójstwo Lady Margaret, zrzucając ją na dziedziniec zamkowy. Rada Czarodziejów, organ rządzący Selezją podczas braku Lorda, jest trzymana w garści. Senatorowie boją się pisnąć choćby słówkiem. Takim sposobem wprowadzone zostały edykty o gettach, zamknięciu granic, zerwaniu stosunków.
-Kogo zamknęli w gettach? - spytałem
-Przeciwników nowego ustroju, Kacper - odezwał się milczący dotąd Oleex - Dlatego musimy się przedostać do Holsani. Tam porozmawiamy z królem Dawidem.
-Jednak jedziesz z nami? - odezwał się ojciec
-Tak. Nie mam już nic do stracenia - odpowiedział Oleex ze szczerym uśmiechem na twarzy.
W tym momencie usłyszeliśmy wrzaski na ulicy. Wszyscy troje rzuciliśmy się w stronę okna. Naszym oczom ukazała się okropna scena. Ludzie, elfy, krasnoludy i inne istoty uciekały w popłochu w stronę bramy miasta. Za nimi jechali na koniach magowie ubrani w ciemno bordowe stroje. Uśmiercali oni wszystkich w zasięgu ręki. Drzwi do wszystkich domów zostały wysadzone za pomocą magii, a przebywający w nich mieszkańcy miasta wyrzuceni na ulice. Po kilku minutach tłum zrzedł, a na bruku ukazały się szczątki porozrywanych ciał leżący wśród brodzących po kostki w krwi ludzi. Ginęli wszyscy po kolei. Mężczyźni, kobiety, dzieci, starcy, elfy, krasnoludy, driady. Ulicą niósł się pełny żalu lament. Mężczyzna próbujący schować się za drzewem został trafiony piorunem i wyleciał w powietrze roztrzaskując się na kilkaset kawałków. Kobieta z dzieckiem na rękach została stratowana przez mężczyzn na koniach.
W tej chwili drzwi do naszego domu wyleciały z zawiasów. Do domu weszło dwóch magów.
-Wypierdalać na ulicę! Już skurwysyny! - krzyknął na nas widok.
-Igneus Procella! - krzyknął w ich stronę ojciec.
Z jego palców wystrzeliły iskry, które w locie zamieniły się w potężne płomienie. Pierwszy z magów został rozerwany przez siłę zaklęcia. Drugi przeżył, ale leżał teraz pod ścianą w ogniu, krzycząc jak oszalały.
-Ralph! Edward! Co tam się do jasnej cholery dzieje?! Wszystko w porządku? - usłyszeliśmy krzyk od strony ulicy - Halo! Jesteście tam?!
-Szybko! Marcin weź talizmany ze szkatułki i złoto. Leży w górnej szufladzie. A ty Kacper weź najpotrzebniejsze rzeczy. Absconde!  - drzwi zamknęły się pod naporem zaklęcia. Zza nich co chwila dobiegały huki i wrzaski. - to ich na trochę zatrzyma. Marcin masz różdżkę?
-Tak. - odpowiedział ojciec
-Dobrze, więc chodźmy na górę do teleportu.
Weszliśmy na górę do wysokiej biblioteki. Na samym środku, na podłodze wyrzeźbiony został wielki
pentagram. Przez wielkie okna widać było łunę palonych domów. Na ulicy Rycerze Cienia uśmiercali niedobitków i rannych. Z Kaplicy Florencji wyprowadzono grupę mnichów. Wszyscy zostali ugodzeni zaklęciami uśmiercającymi. Ich ciała zostały pozostawione w miejscu zgonu. Barczysty mężczyzna na czarnym potężnym ogierze jechał w górę ulicy, w stronę zamku. W pewnym momencie odwrócił się w stronę okna, przez które wyglądałem. Wyciągnął rękę i z jego palców wystrzeliły pioruny. Ledwo zdążyłem umknąć przed roztrzaskującym okno prądem. Iskry przebiły okno i trafiły w żyrandol oświetlający pokaźną bibliotekę. Spadł roztrzaskując się na biurku, które zajęło się ogniem od świec.
-Szybko! Mamy nie wiele czasu! - krzyczał Oleex - stańcie na tym pentagramie, po mojej lewej i prawej stronie twarzami do mnie! Dobrze, więc zaczynamy. Domina excelsis! Domina omnipotentem! Audi clamorem parvulis. - z dołu słychać było huk roztrzaskiwanych drzwi i "kurwy" magów, którzy zobaczyli ciała swoich kolegów -  Revelare nobis bonum opus! Move nos ad South Holsan!
Wszystko zaczęło powoli ciemnieć. Świat zaczął się powoli kręcić. Potem coraz szybciej i szybciej, aż wszystko znów stało się jasne i ujrzałem łąkę. Zwykłą łąkę. Nie było śladu po mieście, trupach, krwi, najeźdźcach uśmiercających wszystko to, co się rusza. Był już prawie świt. Na wschodzie majaczył już zarys  słońca.
-Jesteśmy już bezpieczni.- odezwał się pierwszy ojciec- tutaj na razie nam nic nie grozi.
-Co się stało? Mówiliście przecież, że Oxenfurt to jedno z najbezpieczniejszych miejsc w Alradii.- spytałem.
-Bo tak było, Kacper. Ale najwyraźniej musiało się coś zmienić. W ciągu trzech dni zerwano połączenie z Ziemią, zamordowano Lorda Selezji, zerwano stosunki dyplomatyczne z innymi państwami i przeprowadzono Rzeź Oxenfurtu. Nie wiem, co ma zamiar zrobić Zakon, ale my musimy udać się do Króla Dawida V Łaskawego z dynastii selezjańsko-południowo-północno-bohemasidzkiej Ravex. On na pewno nam pomoże. Zawsze był mądrym władcą. Trzeba także poinformować Gildię Magów i Bractwo Ostrzy w South Holsan o sytuacji w Oxenfurcie.
-Twój tata ma rację. Sam nie wiem co się stało.Do jasnej cholery! Zakon Rycerzy Cienia w ciągu trzech dni przejął i odizolował największą potęgę świata magicznego! Coś tu jest nie tak.
-To teraz do South Holsan?- spytałem.
-Tak, Kacper. Ale najpierw się prześpij.
========================================================================
Hejo! Nie było baaaaardzo długo rozdziału ;) Mam nadzieję, że ten się podoba :D