-Aresztować ją! - wrzasnął gubernator
Strażnicy ruszyli w stronę czarownicy. Na Rynku rozpoczęła się walka. Gapie uciekli omijając walczących. Ja korzystając z zamieszania zacząłem uwalniać się z więzów. Podszedłem do topora kata i zacząłem pocierać więzami o ostrze. Lina ustąpiła.
-Nic ci nie jest? Jesteś cała? - spytałem Magdy i zacząłem uwalniać ją z więzów.
-Na szczęście tak. - odparła z wymuszonym uśmiechem - bolą mnie tylko ręce.
Odpowiedziałem jej uśmiechem i poszedłem uwolnić Ermyra i Borysa. Elf związany był specjalną, posrebrzaną liną, zakłócającą magię. Lina jednak działała tylko na więźnia, nie na magię zewnętrzną. Dlatego przepaliłem ją magicznym płomieniem, uważając żeby nie poparzyć Ermyra. Po chwili oboje byli już wolni. Zaczęliśmy wracać, żeby zabrać Magdę i uciec z miasta. Jednak dziewczyna stała na krawędzi podwyższenia z nożem na gardle. Trzymał go Violemo. W tym samym momencie spostrzegła to także Alessandra, która zabiła już ostatniego strażnika, który był na Rynku.
-Niech ją pan puści, Gubernatorze... - odezwała się dyplomatycznie spokojnym tonem - żadnemu z nas nie chodzi o rozlew krwi. - spojrzała na mnie i wzrokiem wskazała Violemo, zrozumiałem o co jej chodziło - Niech pan nie będzie głupi... - ciągnęła.
Powoli zacząłem iść w stronę Gubernatora i Magdy. Jeszcze pięć metrów... Cztery...
-Wypuśćcie mnie z miasta! - krzyczał Violemo - Teraz!
Zostały jeszcze dwa metry...jeden... Już!
-Morseum. - szepnąłem
Gubernator wybałuszył oczy i runął na deski sceny. Magda wyrwała się z jego uścisku i łkając przytuliła się do mnie.
-Spokojnie. Będzie dobrze. - szeptałem gładząc jej włosy - Nic ci już nie grozi.
Alessandra skinęła mi głową z uśmiechem.
-Witaj, Alessandro - Ermyr ucałował czarownicę w policzek
-Dobrze cię widzieć Ermyrze, jak zdrowie? - spytała z uśmiechem
-Jak widzisz - ręką wskazał stanowisko kata
Razem z Magdą zeszliśmy ze sceny i podeszliśmy do Ermyra i Montequ.
-Ty pewnie jesteś Kacper - odezwała się czarownica podając mi rękę - Alessandra Montequ.
-Kacper Wilk, a to jest Borys Daniłow. - wskazałem krasnoluda - Ermyra, jak widzę, już znasz...
-Miło mi - skinęła głową w stronę Daniłowa - Jesteś odważny, Kacper. I widać, że zależy ci na mojej córce. Wiedziała, kogo wybierała. - odparła z uśmiechem Alessandra
-Dziękuję... - odpowiedziałem speszony.
-Nazywasz mnie córką?! - odezwała się Magda - Gdzie byłaś przez te 17 lat?! Kiedy ja walczyłam o życie w królewskiej kuchni!
Alessandra wyraźnie spochmurniała.
-Posłuchaj... - zaczęła - Jak wiesz, jesteś twoim ojcem był Dawid, król Holsanii. On miał już wtedy żonę i dziecko. Nie mógł sobie pozwolić na wzięcie ciebie na dwór. Uznaliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie ukrycie cię wśród służby, w Słonecznym Zamku. Przez te wszystkie lata, aż do śmierci Dawida pisaliśmy do siebie listy. Była na bieżąco informowana o tym, co się z tobą dzieje. Przez cały czas śmiertelnie za tobą tęskniłam. Ostatni raz widziałam cię 16 lat temu, gdy skończyłaś roczek...
Magda prychnęła i ostentacyjnie pomaszerowała w drugą stronę. Ja poszedłem za nią.
Strażnicy ruszyli w stronę czarownicy. Na Rynku rozpoczęła się walka. Gapie uciekli omijając walczących. Ja korzystając z zamieszania zacząłem uwalniać się z więzów. Podszedłem do topora kata i zacząłem pocierać więzami o ostrze. Lina ustąpiła.
-Nic ci nie jest? Jesteś cała? - spytałem Magdy i zacząłem uwalniać ją z więzów.
-Na szczęście tak. - odparła z wymuszonym uśmiechem - bolą mnie tylko ręce.
Odpowiedziałem jej uśmiechem i poszedłem uwolnić Ermyra i Borysa. Elf związany był specjalną, posrebrzaną liną, zakłócającą magię. Lina jednak działała tylko na więźnia, nie na magię zewnętrzną. Dlatego przepaliłem ją magicznym płomieniem, uważając żeby nie poparzyć Ermyra. Po chwili oboje byli już wolni. Zaczęliśmy wracać, żeby zabrać Magdę i uciec z miasta. Jednak dziewczyna stała na krawędzi podwyższenia z nożem na gardle. Trzymał go Violemo. W tym samym momencie spostrzegła to także Alessandra, która zabiła już ostatniego strażnika, który był na Rynku.
-Niech ją pan puści, Gubernatorze... - odezwała się dyplomatycznie spokojnym tonem - żadnemu z nas nie chodzi o rozlew krwi. - spojrzała na mnie i wzrokiem wskazała Violemo, zrozumiałem o co jej chodziło - Niech pan nie będzie głupi... - ciągnęła.
Powoli zacząłem iść w stronę Gubernatora i Magdy. Jeszcze pięć metrów... Cztery...
-Wypuśćcie mnie z miasta! - krzyczał Violemo - Teraz!
Zostały jeszcze dwa metry...jeden... Już!
-Morseum. - szepnąłem
Gubernator wybałuszył oczy i runął na deski sceny. Magda wyrwała się z jego uścisku i łkając przytuliła się do mnie.
-Spokojnie. Będzie dobrze. - szeptałem gładząc jej włosy - Nic ci już nie grozi.
Alessandra skinęła mi głową z uśmiechem.
-Witaj, Alessandro - Ermyr ucałował czarownicę w policzek
-Dobrze cię widzieć Ermyrze, jak zdrowie? - spytała z uśmiechem
-Jak widzisz - ręką wskazał stanowisko kata
Razem z Magdą zeszliśmy ze sceny i podeszliśmy do Ermyra i Montequ.
-Ty pewnie jesteś Kacper - odezwała się czarownica podając mi rękę - Alessandra Montequ.
-Kacper Wilk, a to jest Borys Daniłow. - wskazałem krasnoluda - Ermyra, jak widzę, już znasz...
-Miło mi - skinęła głową w stronę Daniłowa - Jesteś odważny, Kacper. I widać, że zależy ci na mojej córce. Wiedziała, kogo wybierała. - odparła z uśmiechem Alessandra
-Dziękuję... - odpowiedziałem speszony.
-Nazywasz mnie córką?! - odezwała się Magda - Gdzie byłaś przez te 17 lat?! Kiedy ja walczyłam o życie w królewskiej kuchni!
Alessandra wyraźnie spochmurniała.
-Posłuchaj... - zaczęła - Jak wiesz, jesteś twoim ojcem był Dawid, król Holsanii. On miał już wtedy żonę i dziecko. Nie mógł sobie pozwolić na wzięcie ciebie na dwór. Uznaliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie ukrycie cię wśród służby, w Słonecznym Zamku. Przez te wszystkie lata, aż do śmierci Dawida pisaliśmy do siebie listy. Była na bieżąco informowana o tym, co się z tobą dzieje. Przez cały czas śmiertelnie za tobą tęskniłam. Ostatni raz widziałam cię 16 lat temu, gdy skończyłaś roczek...
Magda prychnęła i ostentacyjnie pomaszerowała w drugą stronę. Ja poszedłem za nią.
***
Po moich długich namowach zgodziła się na nasz plan. Mieliśmy udać się do mieszkania Alessandy, do Sankt-River. Tam mieliśmy spotkać się z Johanem i omówić sytuację. Wcześniej jednak Montequ miała nas dokładnie poinformować o aktualnym stanie rzeczy.
-Od razu zapowiadam, że nie mam zamiaru z NIĄ rozmawiać - stwierdziła Magda.
-Dobrze... - odparłem zrezygnowany - Nie musisz.
-Od razu zapowiadam, że nie mam zamiaru z NIĄ rozmawiać - stwierdziła Magda.
-Dobrze... - odparłem zrezygnowany - Nie musisz.
***
3.01.1251rEL, Żelazny Trakt
Wyruszyliśmy wczesnym rankiem. Ermyr z Alessandrą jechali obok siebie, na przodzie. Za nimi jechał Borys, a ja z Magdą zamykaliśmy pochód. Starsza czarownica stwierdziła, że pojedziemy Żelaznym Traktem, a potem popłyniemy łodzią przez Leśną Rzekę i tak dotrzemy do Sankt-River. Przystaliśmy na jej pomysł.
22.01.1251r.EL, Sankt-River
Podróż Żelaznym Traktem, aż do Leśnej Rzeki zajęła nam prawie dwa tygodnie. A potem płynięcie rzeką, raz z przystankami prawie kolejny tydzień.
***
Z oddali majaczyły mury miasta. Zbudowane ze stylowego, białego, elfiego kamienia, wydobywanego w Cheridarze. Elfy nazywały go Mar Mor'i. Był bardzo rzadki, a co za tym idzie - drogi.
Mury były wysokie i smukłe, z wieżami na każdym zakręcie. Pokryte były lśniącą, czerwoną, wyrabianą przez krasnoludy, dachówką. Ona także pochodziła z Cheridaru.
Brama była wysoka i miała kształt łuku. W środku znajdowały się dwie pary wrót i bron, co było drogie i rzadkie...
Po wjechaniu do miasta ujrzeliśmy tłum ustawiony po obydwu stronach szerokiej, brukowanej ulicy. Na nasz widok zaczął wiwatować i ściągać czapki z głów. Nagle z setek gardeł dobiegł się głos:
-Kacperus! Magdalen! Kacperus! Magdalen! Vivat et et semper postquam feliciter! Cum aequa duobus regius!
Przejeżdżając obok zaczęli rzucać nam pod kopyta koni kwiaty lilii, co w tym regionie oznaczało władzę królewską. Razem z Magdą zaczęliśmy machać do zgromadzonych, co spowodowało jeszcze większe poruszenie.
Na końcu ulicy stał Johan.
-Dobrze was widzieć kochani - odezwał się z uśmiechem - Widzę, że Alessandra zdążyła.
-A jakże, cesarzu! - odpowiedziała z uśmiechem czarownica
-No, powróciliśmy tu gdzie wszystko się zaczęło. Tutaj także zacznie się koniec. - odparłem
Mury były wysokie i smukłe, z wieżami na każdym zakręcie. Pokryte były lśniącą, czerwoną, wyrabianą przez krasnoludy, dachówką. Ona także pochodziła z Cheridaru.
Brama była wysoka i miała kształt łuku. W środku znajdowały się dwie pary wrót i bron, co było drogie i rzadkie...
Po wjechaniu do miasta ujrzeliśmy tłum ustawiony po obydwu stronach szerokiej, brukowanej ulicy. Na nasz widok zaczął wiwatować i ściągać czapki z głów. Nagle z setek gardeł dobiegł się głos:
-Kacperus! Magdalen! Kacperus! Magdalen! Vivat et et semper postquam feliciter! Cum aequa duobus regius!
Przejeżdżając obok zaczęli rzucać nam pod kopyta koni kwiaty lilii, co w tym regionie oznaczało władzę królewską. Razem z Magdą zaczęliśmy machać do zgromadzonych, co spowodowało jeszcze większe poruszenie.
Na końcu ulicy stał Johan.
-Dobrze was widzieć kochani - odezwał się z uśmiechem - Widzę, że Alessandra zdążyła.
-A jakże, cesarzu! - odpowiedziała z uśmiechem czarownica
-No, powróciliśmy tu gdzie wszystko się zaczęło. Tutaj także zacznie się koniec. - odparłem
Rozdział jak zwykle genialny :-D i ostatnie zdania bardzo zagadkowe :-) aż mam ciarki :-)
OdpowiedzUsuńPozdrowionka
I zapraszam do mnie na rownież 19 rozdział :-)
nieelitarnaszkola.blogspot.com
Dzięki serdeczne, wpadnę ;)
Usuńniesamowity :) serio woo :*
OdpowiedzUsuńhttp://nikoladrozdzi.blogspot.com/
Dzięki ;D
UsuńSuper rozdział! CUDOWNEE!!!
OdpowiedzUsuńhttp://miloscwczasachapokalipsy44.blogspot.com/
Dziękuję ;)
Usuń