niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 26: Bitwa o Sankt-River. /Część trzecia.

28.01.1251r.EL, Sankt-River (późny wieczór)

   Zaczęliśmy się cofać w stronę Rynku. Garstka naszych żołnierzy, zgodnie z rozkazem, podążała za nami. Niebo stało w ciągu kilku sekund niemal czarne. Wiatr, który się zerwał kołysał drzewami, jak chorągiewkami. Wyglądało na to, że Gray przywołał burzę... Jednak nie była to zwykła burza. Pioruny, które zaczęły rozświetlać nocne niebo, były koloru krwistej czerwieni, a oprócz tego nie było ani trochę deszczu. Wiatr stawał się coraz silniejszy. Zaczął powoli przesuwać reszty budynków, które leżały na ulicy. Ze statków zeszli kolejni żołnierze Północy. Zaczęli kierować się w naszą stronę. W kamienicę po naszej lewej trafił jeden z krwisto czerwonych piorunów. Odłupał kilkumetrową część budynku, która spadła na ulicę, zagradzając połowę drogi. Oprócz tego w budynku wybuchł pożar, który wspomagany przez wiatr, w mgnieniu oka zajął sąsiednie budynki. Gdy spojrzałem w niebo ujrzałem duży, okrągły kształt, który zmierzał w naszą stronę. Z każdą sekundą był coraz bliżej. Rozpoznałem w nim pocisk z katapulty. Spadał prosto na nas. W ostatniej chwili zdołałem utworzyć barierę, która przejęła całą siłę uderzenia. Po zderzeniu z pociskiem, tarcza zamigotała i znikła, a kula z katapulty potoczyła się w drugą stronę.
   Pioruny zaczęły coraz częściej trafiać blisko nas. Zanim dotarliśmy do Rynku prawie cała ulica stała w płomieniach. Budynki zawalały się pod swoim ciężarem, rozsypując się na ulicę. Gray zszedł ze statku i kierował się razem z żołnierzami w naszą stronę. Jechał na ogromnym, czarnym koniu. W pewnej chwili uniósł berło i zamachnął się nim w naszym kierunku. W naszym kierunku zaczął zmierzać promień czerwonego światła. Uniosłem kostur, a z jego końca wystrzeliła wiązka białego światła, która zderzyła się z promieniem Gray'a. W chwili zderzenia nastąpił wybuch, który oświetlił cały Rynek. W miejscu spotkania się dwóch promieni szalały pioruny. Włożyłem w zaklęcie więcej mocy i miejsce spotkania promieni oddaliło się w stronę Gray'a. Jednak on też zwiększył nacisk i pioruny znów przysunęły się w moją stronę.
-Szybko uciekajcie! - krzyknąłem - Długo go tak nie utrzymam!
-Nie zostawimy cię tu! - odkrzyknął Ermyr
-Już! - ponagliłem
Niechętnie zaczęli biec w stronę Katedry. Zostałem na Rynku sam. Z Gray'em i jego armią. Czułem, że moje zaklęcie słabnie. Dlatego zdecydowałem się na ryzykowną zagrywkę. Urwałem zaklęcie i odskoczyłem z linii lotu czerwonego promienia, jednocześnie posyłając w stronę Gray'a zaklęcie śmiertelne. Przewróciłem się na ziemię dwa metry dalej. Czerwone światło minęło mnie zaledwie o kilkanaście centymetrów i trafiło w kamienicę po drugiej stronie Rynku. Budynek wybuchł pod wpływem zaklęcia. A wokół wybuchły płomienie. Korzystając z zamieszania wstałem i zacząłem biec. Musiałem zdążyć na czas.

***

   Miasto było ruiną. Podczas drogi do Katedry nie znalazłem ani jednego całego budynku. Ogień trawił całe miasto, a domy, które nie płonęły były zawalone, a ich resztki zagracały ulicę.
   Katedra bardzo się zmieniła od czasu, gdy byłem tam kilka godzin temu. Wokół niej wyrósł mur złożony z najróżniejszych materiałów. Od belek, przez gruz aż po resztki karoc. Po wewnętrznej stronie tego muru wartę trzymali strażnicy, którzy gdy mnie ujrzeli ukłonili mi się nisko.
-Do Katedry! - krzyknąłem
-Ale Generał Wolfgang nakazał nam patrolowanie muru... - odpowiedział jeden z żołnierzy
-Do Katedry mówię! - wydarłem się w chwili, gdy na jednej z ulic prowadzących na Plac Katedralny, pojawił się Gray razem ze swoją armią.
-Explosio! - Kosturem wskazałem jedną z kamienic stojących u wylotu ulicy na Plac, która zawaliła się, zagradzając Północnym przejście do Katedry.
-To ich na trochę zatrzyma.

***

    Wpadłem zdyszany do jednej z sal w Katedrze.
-Żyjesz! - Magda rzuciła mi się w ramiona.
-Póki co... - uśmiechnąłem się promiennie i pocałowałem ją w usta. - Idzie na nas Gray z całą armią i Berłem Taralu.
-Berłem? Jesteś pewien? - spytała Alessandra, która siedziała w czerwonym, wygodnym fotelu po lewej stronie.
-No niby nie... - potarłem nerwowo kark - Ale ja... tak jakby to po prostu wiem.... Kostur i Berło są antagonistyczne... i ze sobą powiązane.... poczułem to gdy walczyłem z Gray'em na Rynku.
W pomieszczeniu zapanowała cisza. Nikt się nie odzywał. Wszyscy milczeli: Ermyr, Alessandra, Es Midan, Wolfgang, Magda, Borys.
-Ja mu wierzę. - odezwała się Magda
-Ja też - powiedział Ermyr
- I ja. - odezwał się Borys
- Ja także - stwierdziła Alessandra
- No ja też - powiedział Es Midan.
- I ja również - rzekł Wolfgang.
-No ale co my zrobimy? Nie mamy szans z Berłem... - powiedziała Magda
-My nie, ale Kostur... - Borys wskazał na trzymaną przeze mnie, magiczną broń.
-Borys ma rację - stwierdziłem - Jedyną rzeczą, która może zatrzymać Północ, to Kostur. Jaki jest plan obrony? - spytałem po chwili.
-Ludzie są już rozstawieni na swoich stanowiskach, mamy ich około dziesięciu tysięcy. Północnych jest gdzieś ze dwadzieścia tysięcy, oczywiście plus magowie, katapulty i Gray. - powiedział Wolfgang jednym tchem.
-To nie dobrze... będzie ciężko. - stwierdziłem w chwili, gdy do sali wpadł jakiś żołnierz i oznajmił, że Północ wdarła się do Katedry.
-Jak to się mogło kurwa stać! - darł się Wolfgang - Przecież dwudziestotysięczna armia nie może nagle się zmaterializować w środku naszej armii!
Spojrzałem na niego znacząco.
-No dobrze...w sumie może...
-Idziemy - stwierdziłem

***

   Żołnierz mówił prawdę - w Kaplicy byli już ludzie Gray'a. Wokół panował strsznyy burdel - ławki były poprzewracane, a część z nich się paliła. Ołtarz był roztrzaskany, witraże leżały w kawałkach na podłodze, która pokryta była warstwą świeżej krwi. Pod drzwiami walczyli nasi żołnierze z ludźmi Gray'a. Niestety było ich więcej i co chwila jakiś z naszego garnizonu upadał na podłogę. W końcu przedarli się do środka. "TERAZ!" - krzyknąłem.
   Ruszyliśmy do walki. Ramię w ramię, jak bracia. Chociaż nie znaliśmy się zbyt długo, a po za tym każdy z nas był inny. Jednak walczyliśmy w wspólnej sprawie - w obronie niepodległości, za honor za kraj. Na twarzach moich bliskich malował się spokój, determinacja i... nienawiść.
   Zaczęliśmy atakować. Walczyliśmy całym arsenałem zaklęć. Żołnierzy ciągle przybywało. Nagle w drzwiach Katedry stanął jakiś ciemnej karnacji mężczyzna, ubrany w strój beduina.
-To Wezyr Fakhir Haddad. - powiedział Johan - to znaczy, że moje wojsko przegrało...
Rzuciłem w wezyra kulą ognia, jednak w porę uskoczył, a kula wybuchła na ścienie.
-Nie bądź głupcem, Kacper! - krzyknął - Poddaj się!
W odpowiedzi rzuciłem w niego zaklęciem odrzucającym. Tym razem nie zdążył zareagować i rąbnął plecami o ścianę. Jego żołnierze jednak zaraz go wynieśli.
   Wojsko Bohemasidu miało najlepszych łuczników. Strzelali bardzo, ale to bardzo celnie. Gdyby nie nasze magiczne tarcze, już dawno byśmy zginęli. Rzuciłem w nich kilkoma zaklęciami odrzucającymi, po których dosłownie roztrzaskali się na ścianie. Jednak zaraz nadbiegli kolejni. Trafiałem w nich magicznymi grotami, kulami ognia i lodu, zaklęciami śmiertelnymi... Nawet zaklęciem wybuchającym ,ale ich było coraz więcej... Jeden z łuczników trafił Johana w brzuch. Mężczyzna upadł na ziemię, łapiąc się za ranę, z której na podłogę wytryskiwała struga czerwonej cieczy.
-Jonah! - krzyknęła Alessandra
Podbiegła do niego i złapała go za rękę. Korzystając z okazji armia Bohemasidu wycofała się. Wszyscy podbiegliśmy do leżącego na ziemi Jonaha. Zaczął kasłać krwią. Uklęknąłem przy nim.
-Sanitas - powiedziałem
Rana zaczęła syczeć, jednak się nie zrosła.
-Srebro... - powiedział Ermyr
-Kkkkkk....acper. - wycharczał Jonah
-Tak? - spytałem ze łzami w oczach
-Gdy już obronisz Sankt-River. - w tym momencie zaczął kasłać - Przejmij koronę Południa. Zajmij się moimi poddanymi. A wy mu w tym pomóżcie.
-Nie pieprz głupot - otarłem łzę, która zaczęła mi płynąć po policzku - Sam się nimi zajmiesz...
-Uuuuuuu komuś się tutaj oberwało - usłyszeliśmy głos za naszymi plecami.
Odwróciłem się. Za nami stał Gray.
================
   Witam. Wiem, że miały być trzy części, ale mi nie wyszło xD Będzie ich cztery albo pięć... Kolejną planuję opublikować w tygodniu, chociaż nie wiem, czy mi się to uda...

4 komentarze:

  1. Dawno mnie nie było ale jestem juź :-) i fajnie że rozdział podzielony na tezy czesci bo lepiej sie tak czyta ;-) boje sie ci ten Grey wykombinuje.
    Podrowionka
    nieelitarnaszkola.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest to naprawdę dziwne, mimo że nie lubię takiego z reguły takich opowiadań, Twoje mnie wciągło. Masz taki fajny, lekki sposób pisania zdań, co powoduje, że czyta się rozdziały z taką właśnie lekkością i dużą przyjemnością :)
    http://co-powiesz-na-problemy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń