Gdy otworzyłem oczy znajdowałem się na łóżku, w jakimś kwadratowym pomieszczeniu, średniej wielkości. Łoże znajdowało się pod dużym oknem. Naprzeciwko niego były masywne, dębowe drzwi. Po lewej stronie stała ogromna, dwudrzwiowa szafa. A z prawej strony pokoju, pod ścianą stał stolik, na którym paliła się świeca. Z trudem usiadłem na łóżku i wyjrzałem przez okno. Ujrzałem Plac Katedralny. Większość budynków była zniszczona, jednak gruzy nie tamowały już ruchu na ulicach. Ze wszystkich stron widziałem strzępki różnistych budowli. Niektóre, tak jak na przykład Kaplica Katedry zostały zmiecione z powierzchni ziemi. Na ulicach nie było żywego ducha. Tylko od czasu do czasu drogę przebiegł jakiś bezpański pies lub szczur... Spojrzałem w górę. Na niebie słońce górowało. Musiało być więc południe...
Drzwi do pokoju otworzyły się, a w nich stanął Ermyr. Na mój widok na jego twarzy ukazał się szeroki, przyjazny uśmiech.
-Kacper! - powiedział - Nareszcie się obudziłeś!
-Też się cieszę, że cię widzę Ermyrze - pomimo ogromnego bólu, który nadal władał moim ciałem, wysiliłem sięna uśmiech - Jak długo spałem?
-Nieco ponad tydzień. Dokładnie 11 dni... - odpowiedział siadając na skraju łóżka.
-Czyli dzisiaj jest ósmy lutego?
-No tak...
-Co się stało? Nie widzę nigdzie żołnierzy...Ani naszych, ani wrogich. - spytałem.
Ermyr odetchnął głęboko i zaczął opowiadać. Dowiedziałem się, jak to po mojej wygranej z Gray'em rozgorzała prawdziwa walko o Katedrę, którą przegrywaliśmy. Żołnierzy północno-bohemasidzkich było prawie siedem razy więcej. Już mieliśmy się poddać, gdy do bitwy wkroczyły posiłki... z Cheridaru! Okazało się, że Elfy i Krasnoludy wzniosły powstanie przeciw Północnym. W Cheridarze nie zostało ich wiele, gdyż większość poszła razem Gray'em, więc nie było to takie trudne. Zastępca Sezrika - Wiceksiążę Alazar podjął decyzję o mobilizacji armii i wyruszeniu z pomocą Sankt-River. Zajęło im to trochę czasu i przybyli w ostatniej chwili. Dwadzieścia tysięcy wyszkolonych, zawodowych, elfich łuczników i trzydzieści tysięcy krasnoludzkich toporników przechyliły szalę bitwy na naszą stronę. Do walki stanęła nasza około sześdziesięciotysięczna armia przeciw siedemdziesięciotysięcznej armii Bohemasidu i Północy, która była wykończona niewygodami, brakiem żywności i broni oraz chorobami, które zaczęły się szerzyć i masakrycznie przerzedzać oddziały. Po prawie dwunastogodzinnej, zaciętej bitwie ostatni wrogi żołnierz opuścił miasto. Wolfgang, idąc za ciosem, postanowił ruszyć za pogoń uciekającymi. Wroga armia została rozgromiona. Prawie trzydzieści tysięcy ciał leżało na zakrwawionych ulicach. A niedobitki zaczęły uciekać na północ, w stronę Oxenfurtu, Elissanderu, a potem Trydium, stolicy Cesarstwa Północnego. Bohemasid z miejsca podpisał traktat pokojowy, na mocy którego płacić będzie coroczną daninę o wysokości 50tys Koron Holsańskich, przez okres pięćdziesięciu lat. Ma pokryć to koszty zniszczenia wszystkich naszych miast: Solsztajnu, Oxenfurtu, Sankt-River, South Holsan, Aliquam, North Holsan itp.
-A co z Jonahem i Magdą? - spytałem po tym, jak skończył opowiadać.
Wstał i zaczął chodzić po pokoju.
-Jakby ci to powiedzieć... - nerwowo potarł kark
-Czy oni... - głos mi się załamał
-Tak. Oni nie żyją, Kacper... - wreszcie spojrzał mi w oczy - Nic nie mogliśmy zrobić. Srebro i okropnie silna magia...
Zaczął coś jeszcze mówić, ale ja już tego nie słyszałem. Oczy zaszły mi łzami i nie zamierzałem tego ukrywać.
Drzwi do pokoju otworzyły się, a w nich stanął Ermyr. Na mój widok na jego twarzy ukazał się szeroki, przyjazny uśmiech.
-Kacper! - powiedział - Nareszcie się obudziłeś!
-Też się cieszę, że cię widzę Ermyrze - pomimo ogromnego bólu, który nadal władał moim ciałem, wysiliłem sięna uśmiech - Jak długo spałem?
-Nieco ponad tydzień. Dokładnie 11 dni... - odpowiedział siadając na skraju łóżka.
-Czyli dzisiaj jest ósmy lutego?
-No tak...
-Co się stało? Nie widzę nigdzie żołnierzy...Ani naszych, ani wrogich. - spytałem.
Ermyr odetchnął głęboko i zaczął opowiadać. Dowiedziałem się, jak to po mojej wygranej z Gray'em rozgorzała prawdziwa walko o Katedrę, którą przegrywaliśmy. Żołnierzy północno-bohemasidzkich było prawie siedem razy więcej. Już mieliśmy się poddać, gdy do bitwy wkroczyły posiłki... z Cheridaru! Okazało się, że Elfy i Krasnoludy wzniosły powstanie przeciw Północnym. W Cheridarze nie zostało ich wiele, gdyż większość poszła razem Gray'em, więc nie było to takie trudne. Zastępca Sezrika - Wiceksiążę Alazar podjął decyzję o mobilizacji armii i wyruszeniu z pomocą Sankt-River. Zajęło im to trochę czasu i przybyli w ostatniej chwili. Dwadzieścia tysięcy wyszkolonych, zawodowych, elfich łuczników i trzydzieści tysięcy krasnoludzkich toporników przechyliły szalę bitwy na naszą stronę. Do walki stanęła nasza około sześdziesięciotysięczna armia przeciw siedemdziesięciotysięcznej armii Bohemasidu i Północy, która była wykończona niewygodami, brakiem żywności i broni oraz chorobami, które zaczęły się szerzyć i masakrycznie przerzedzać oddziały. Po prawie dwunastogodzinnej, zaciętej bitwie ostatni wrogi żołnierz opuścił miasto. Wolfgang, idąc za ciosem, postanowił ruszyć za pogoń uciekającymi. Wroga armia została rozgromiona. Prawie trzydzieści tysięcy ciał leżało na zakrwawionych ulicach. A niedobitki zaczęły uciekać na północ, w stronę Oxenfurtu, Elissanderu, a potem Trydium, stolicy Cesarstwa Północnego. Bohemasid z miejsca podpisał traktat pokojowy, na mocy którego płacić będzie coroczną daninę o wysokości 50tys Koron Holsańskich, przez okres pięćdziesięciu lat. Ma pokryć to koszty zniszczenia wszystkich naszych miast: Solsztajnu, Oxenfurtu, Sankt-River, South Holsan, Aliquam, North Holsan itp.
-A co z Jonahem i Magdą? - spytałem po tym, jak skończył opowiadać.
Wstał i zaczął chodzić po pokoju.
-Jakby ci to powiedzieć... - nerwowo potarł kark
-Czy oni... - głos mi się załamał
-Tak. Oni nie żyją, Kacper... - wreszcie spojrzał mi w oczy - Nic nie mogliśmy zrobić. Srebro i okropnie silna magia...
Zaczął coś jeszcze mówić, ale ja już tego nie słyszałem. Oczy zaszły mi łzami i nie zamierzałem tego ukrywać.
=====================
Rozdział 27 :) Miłego czytania. Zapraszam do komentowania i obserwowania bloga.
Nie mam pojęcia, czy ty się czymś inspirujesz, czy jednak piszesz to wszystko od tak sobie, ale wiem tyle, że masz naprawdę bujną wyobraźnię. Twoje opisy są tak dokładne, że potrafię sobie wszystko odtworzyć w głowie. Bardzo podoba mi się postać Kacpra!
OdpowiedzUsuńhttp://co-powiesz-na-problemy.blogspot.com
Boże, jest mi tak cholernie miło, dziękuję ;)
UsuńBardzo cudowny rozdział :)
OdpowiedzUsuńI ta końcówka, Kacper never give up! :)
I ta piosenka idealnie tutaj pasuje :)
Życzę Weny :)
mlwdragon.blogspot.com
Dzięki ;)
UsuńNie. Nie nie nie nie nie nie nie Boże no ! Kurna mać co to ma być ??? Ze niby Magda nie żyje ?? Ty weź...masz to odkręcić ! I to juz ! Raz raz mi pisać aktualizacje !!!!!
OdpowiedzUsuńFOCH
czuc.blogspot.com
nieelitarnaszkola.blogspot.com
Oj no nie przesadzaj xDD Będzie dobrze. W życiu nigdy wszystko nie idzie po naszej myśli. W tym opowiadaniu też tak jest.
Usuń