Przygotowania do przejścia przez portal zajęły nam dwa dni. Postanowiłem, że oprócz mnie, Ermyra i Alessandry do Arnavy pojedzie również dwa tuziny moich najlepszych, pałacowych strażników. Po zakończeniu przygotowań udaliśmy się do Wielkiej Biblioteki, znajdującej się nieopodal Uniwersytetu Magii i Czarnoksięstwa w Oxenfurcie.
Wielka Biblioteka nie od parady została nazwana "wielką". Była to ogromna, monumentalna budowla z białego elfiego kamienia. Frontową ścianę budynku zdobiły liczne płaskorzeźby, wykonane ze złota. Budynek składał się z trzech, wysokich pięter, które w całości zagospodarowane były na miejsce dla różnojakich ksiąg, podręczników, magicznych traktatów, a nawet planów miast i państw. Ksiąg starszych, właściwie starożytnych i tych nieco młodszych było pełno, walały się na półkach, na podłodze, na ogromnych stołach w czytelni.
Wchodząc na trzecie piętro, po drodze zostaliśmy obdarzani ciekawskimi spojrzeniami pracowników i gości biblioteki. Jednak nikt nie śmiał przeszkadzać królowi i jego świcie.
Portal znajdował się w jednym z najdalszych zakątków biblioteki, w dużym kwadratowym pomieszczeniu na trzecim piętrze. Chociaż komnata była ogromna, to nie było w niej ciemno, bo do środka wpadało bardzo dużo światła, przez okna sięgające od sufitu do podłogi. Na podłodze nie było dywanu. Ale wcale nie wydawała się pusta, bo posadzka zdobiona była w skomplikowane, bazaltowe wzory, które ciągnęły się od samych drzwi aż do portalu. Wśród zawiłości wzorów zauważyłem zdanie, które przykuło moją uwagę. Dużymi, czarnymi literami na podłodze było napisane jedno zdanie w języku magii:
Wielka Biblioteka nie od parady została nazwana "wielką". Była to ogromna, monumentalna budowla z białego elfiego kamienia. Frontową ścianę budynku zdobiły liczne płaskorzeźby, wykonane ze złota. Budynek składał się z trzech, wysokich pięter, które w całości zagospodarowane były na miejsce dla różnojakich ksiąg, podręczników, magicznych traktatów, a nawet planów miast i państw. Ksiąg starszych, właściwie starożytnych i tych nieco młodszych było pełno, walały się na półkach, na podłodze, na ogromnych stołach w czytelni.
Wchodząc na trzecie piętro, po drodze zostaliśmy obdarzani ciekawskimi spojrzeniami pracowników i gości biblioteki. Jednak nikt nie śmiał przeszkadzać królowi i jego świcie.
Portal znajdował się w jednym z najdalszych zakątków biblioteki, w dużym kwadratowym pomieszczeniu na trzecim piętrze. Chociaż komnata była ogromna, to nie było w niej ciemno, bo do środka wpadało bardzo dużo światła, przez okna sięgające od sufitu do podłogi. Na podłodze nie było dywanu. Ale wcale nie wydawała się pusta, bo posadzka zdobiona była w skomplikowane, bazaltowe wzory, które ciągnęły się od samych drzwi aż do portalu. Wśród zawiłości wzorów zauważyłem zdanie, które przykuło moją uwagę. Dużymi, czarnymi literami na podłodze było napisane jedno zdanie w języku magii:
"Si terminum temporis et loco violare, mittatur in profundum laci."
Tak samo tutaj, jak i w innych zakątkach biblioteki, na podłodze, pod ścianami walały się różne księgi. Skierowałem się w stronę jednego ze stosów opasłych tomiszczy. Wziąłem jedną z nich i strzepnąłem kurz ze starej okładki. Moim oczom ukazał się pisany jeszcze ręcznie tytuł: "Elfy, Niziołki i inni podludzie". Sceptycznie otworzyłem dosyć grubawę księgę na losowej stronie. Moim oczom ukazał się wywód , w którym autor obwinia Krasnoludy (zwane tutaj Niziołkami, co wyczytałem z kontekstu) między innymi o paranie się czarną magią, wywoływanie klęsk żywiołowych i epidemii oraz inne wszelakie nieszczęścia. Moją uwagę przykuło jedno ze zdań: "Jeśli w sąsiedztwie twoim Niziołek jaki mieszka, nie dziw się tedy, że mleko rano zsiadłe zastaniesz" Po przeczytaniu kilka razy tegoż zdania, stwierdziłem z powagą, że większych zabobonów świat nie widział. Wróciłem na początek księgi i spojrzałem na datę: 23r.EL. To wiele wyjaśniało. Dzieło wydano w czasach masowego pogromu wszystkich Nieludzi, do którego doszło po przejęciu władzy w Arladii przez Ludzi, którzy inne rasy zepchnęli w góry i do lasów, a tych którzy zostali zamykali w gettach i obozach, przyczyniając się prawie że do śmierci ich populacji, która praktycznie cudem ostała się w kilku enklawach, których broniła zaciekle.
Odłożyłem przesiąkniętą zabobonami księgę i do ręki wziąłem kolejną. Po strzepnięciu kurzu ujrzałem litery tytułu : "Podróże Mistrza El Predy". Książka była dziełem średniej długości. Otworzyłem ją na losowej stronie i zacząłem czytać.
Tak samo tutaj, jak i w innych zakątkach biblioteki, na podłodze, pod ścianami walały się różne księgi. Skierowałem się w stronę jednego ze stosów opasłych tomiszczy. Wziąłem jedną z nich i strzepnąłem kurz ze starej okładki. Moim oczom ukazał się pisany jeszcze ręcznie tytuł: "Elfy, Niziołki i inni podludzie". Sceptycznie otworzyłem dosyć grubawę księgę na losowej stronie. Moim oczom ukazał się wywód , w którym autor obwinia Krasnoludy (zwane tutaj Niziołkami, co wyczytałem z kontekstu) między innymi o paranie się czarną magią, wywoływanie klęsk żywiołowych i epidemii oraz inne wszelakie nieszczęścia. Moją uwagę przykuło jedno ze zdań: "Jeśli w sąsiedztwie twoim Niziołek jaki mieszka, nie dziw się tedy, że mleko rano zsiadłe zastaniesz" Po przeczytaniu kilka razy tegoż zdania, stwierdziłem z powagą, że większych zabobonów świat nie widział. Wróciłem na początek księgi i spojrzałem na datę: 23r.EL. To wiele wyjaśniało. Dzieło wydano w czasach masowego pogromu wszystkich Nieludzi, do którego doszło po przejęciu władzy w Arladii przez Ludzi, którzy inne rasy zepchnęli w góry i do lasów, a tych którzy zostali zamykali w gettach i obozach, przyczyniając się prawie że do śmierci ich populacji, która praktycznie cudem ostała się w kilku enklawach, których broniła zaciekle.
Odłożyłem przesiąkniętą zabobonami księgę i do ręki wziąłem kolejną. Po strzepnięciu kurzu ujrzałem litery tytułu : "Podróże Mistrza El Predy". Książka była dziełem średniej długości. Otworzyłem ją na losowej stronie i zacząłem czytać.
13 października roku 824
.
W końcu dotarłem do krainy, o której mówili Beduini. Ludzie przyjęli mnie tutaj całkiem przyjaźnie. Jednak z większąścią z nich nie mogłem się porozumieć, bo rozmawiali dziwnym i niezrozumiałym dla mnie językiem. A ci, którzy znali arladzki mówili z dziwnym, obcym dla mnie akcentem.
Mieszkańcy tej krainy mieli odmienny od naszego wygląd. Oprócz ciemnej karnacji, bardzo charakterystycznąrzeczą dla ich wyglądu są nieco skośne oczy. Mimo tego większość z nich nosi kruczoczarne włosy.
Przebywając u nich miesiąc zdołałem dosyć dobrze poznać ich kulturę i obyczaje. Mają w zwyczaju brać sobie po kilka żon. A oprócz tego bardzo rozwinięte było niewolnictwo. Niewolnicy byli ludźmi pozbawionymi jakichkolwiek praw, często mieli ucinane języki, a pracowali niemal nago, nosząc tylko skąpe tuniki.
Piszę to, będąc w gościnie u Bedulinów. Dopadła mnie nieznana mi dotąd choroba. Towarzyszy jej wysoka gorączka i częste zawroty głowy, oprócz tego bardzo silny kaszel i częste wymioty. Jestem wyczeńczony. Często w nocy budzę się dławiąc się krwią. Magia ani moja ani Bedulińska nic nie może zdziałąć, ale stary znachor chyba znalazł sposób..
-Kacper! - z czytania wyrwał mnie głos Ermyra - Już prawie gotowe, chodź tu. - Elf stał przy portalu, który zaczynał świecić się na niebiesko.
Portal był to kamenny łuk wsparty na dwóch srebrnych kolumnach. Na całej jego długości wygrawerowany były "magiczne słowa". Z tego, co słyszałem, to aby przenieść się w inne miejsce wystarczy przez niego przejść.
-Już idę! - odkrzyknąłem i odłożyłem książkę tam, skąd ją wziąłem.
Podeszłem do stojących przy portalu ludzi. Wśród nich, oprócz Ermyra, byłą także Alessandra. Gdy do nich potrzedłem czarodziejka złapała mnie za rękaw.
-Boisz się? - spytała z nieudawaną troską w głosie
-Trochę - odparłem wymijająco
-Zupełnie nie potrzebnie - stwierdziła.
-Wiem...
-Ale posłucha mnie, dobrze - jej ton głosu zmienił się z troskliwego na zupełnie poważny - obiecaj mi, że nie ważne, co ujrzysz w Portalu, nie posłuchasz tego?
Nie wiedziałem, co mam jej powiedzieć. Zaskoczyła mnie tym, co powiedziała.
-Obiecasz mi? - nalegała z nutką strachu w głosie
-Obiecuję - odparłem mechanicznie.
Spojrzała na mnie z ulgą, ale nic nie odpowiedziała.
-No, wszystko gotowe! - powiedział radośnie Ermyr - kierunek Arnava!
Ustawiliśmy się w kolejkę: Ermyr, ja, Alessandra i żołnierze. Najpierw do portalu wszedł elf. Gdy do niego wchodził pokój ogarnął oślepiający blask. Nastąpiła moja kolej. Zrobiłem krok do przodu. Potem drugi, trzeci i tak dalej, aż stanąłem przed portalem. Wziąłem głęboki oddech i wszedłem do Portalu. Zalała mnie wszechogarniająca fala ciemności. A w ciemności usłyszałem głos.
-Kacper! To ja! Kochanie! - krzyczał płaczliwie Głos.
Był to głos Magdy.
Mieszkańcy tej krainy mieli odmienny od naszego wygląd. Oprócz ciemnej karnacji, bardzo charakterystycznąrzeczą dla ich wyglądu są nieco skośne oczy. Mimo tego większość z nich nosi kruczoczarne włosy.
Przebywając u nich miesiąc zdołałem dosyć dobrze poznać ich kulturę i obyczaje. Mają w zwyczaju brać sobie po kilka żon. A oprócz tego bardzo rozwinięte było niewolnictwo. Niewolnicy byli ludźmi pozbawionymi jakichkolwiek praw, często mieli ucinane języki, a pracowali niemal nago, nosząc tylko skąpe tuniki.
Piszę to, będąc w gościnie u Bedulinów. Dopadła mnie nieznana mi dotąd choroba. Towarzyszy jej wysoka gorączka i częste zawroty głowy, oprócz tego bardzo silny kaszel i częste wymioty. Jestem wyczeńczony. Często w nocy budzę się dławiąc się krwią. Magia ani moja ani Bedulińska nic nie może zdziałąć, ale stary znachor chyba znalazł sposób..
-Kacper! - z czytania wyrwał mnie głos Ermyra - Już prawie gotowe, chodź tu. - Elf stał przy portalu, który zaczynał świecić się na niebiesko.
Portal był to kamenny łuk wsparty na dwóch srebrnych kolumnach. Na całej jego długości wygrawerowany były "magiczne słowa". Z tego, co słyszałem, to aby przenieść się w inne miejsce wystarczy przez niego przejść.
-Już idę! - odkrzyknąłem i odłożyłem książkę tam, skąd ją wziąłem.
Podeszłem do stojących przy portalu ludzi. Wśród nich, oprócz Ermyra, byłą także Alessandra. Gdy do nich potrzedłem czarodziejka złapała mnie za rękaw.
-Boisz się? - spytała z nieudawaną troską w głosie
-Trochę - odparłem wymijająco
-Zupełnie nie potrzebnie - stwierdziła.
-Wiem...
-Ale posłucha mnie, dobrze - jej ton głosu zmienił się z troskliwego na zupełnie poważny - obiecaj mi, że nie ważne, co ujrzysz w Portalu, nie posłuchasz tego?
Nie wiedziałem, co mam jej powiedzieć. Zaskoczyła mnie tym, co powiedziała.
-Obiecasz mi? - nalegała z nutką strachu w głosie
-Obiecuję - odparłem mechanicznie.
Spojrzała na mnie z ulgą, ale nic nie odpowiedziała.
-No, wszystko gotowe! - powiedział radośnie Ermyr - kierunek Arnava!
Ustawiliśmy się w kolejkę: Ermyr, ja, Alessandra i żołnierze. Najpierw do portalu wszedł elf. Gdy do niego wchodził pokój ogarnął oślepiający blask. Nastąpiła moja kolej. Zrobiłem krok do przodu. Potem drugi, trzeci i tak dalej, aż stanąłem przed portalem. Wziąłem głęboki oddech i wszedłem do Portalu. Zalała mnie wszechogarniająca fala ciemności. A w ciemności usłyszałem głos.
-Kacper! To ja! Kochanie! - krzyczał płaczliwie Głos.
Był to głos Magdy.
===================================
Przepraszam, że dawno nie było rozdziału, ale miały miejsce pewne problemy techniczne. Ale już jest ;) Miłego czytania i do następnego! ;D
No wreszcie kolejny rozdział na który czekałam niecierpliwie. Kocham twój styl pisania. Piszesz bardzo wciągając. Do tego fabuła mocno mnie wciągnęła. Mam tylko nadzieję, że Kacper nie wpadnie w niebezpieczeństwo i nie posłucha tych głosów. Ale cóż nie będę negocjować. Co się wydarzy to się wydarzy :)
OdpowiedzUsuńhttp://dziennik-ali.blogspot.com/
Dzięki za te miłe słowa ;)
Usuń