niedziela, 5 kwietnia 2015

Rzodział 30: Poselstwo od Sułtana.

21.05.1251rEL, Oxenfurt.

    Po usłyszeniu od służącego informacji o poselstwie, siedzieliśmy wszyscy w milczeniu. To było bardzo dziwne, że Saladyn wysłał do mnie swoich ludzi. Jeżeli to była prawda, to musiało stać się coś poważnego.
-To na pewno jest poselstwo od Sułtana? - spytałem sługi
-Tak, panie. Okazali list z pieczęcią Sułtana Saladyna. - odpowiedział sługa, kłaniając mi się po raz enty.
-Dobrze. Wpuście ich zatem. - stwierdziłem. - Zostaniecie, żeby usłyszeć, co ma nam do powiedzenia Sułtan? To może być ważne, skoro już się skontaktował.... - spytałem innych władców siedzących przy stole. Wszyscy skinęli głowami. 
   Czekaliśmy na poselstwo w pełnym napięcia milczeniu. Nikt się nie odzywał. W pomieszczeniu słychać było tylko nasze przyspieszone z ciekawości oddechy. Po chwili (lub po godzinie, nie wiem - straciłem poczucie czasu) do drzwi Sali Obrad zapukali strażnicy, prowadząc poselstwo. 
   Były to trzy osoby. Przodem szedł wysoki, mocno opalony mężczyzna. Na głowie miał turban, a spod niego wystawały długie, czarne wąsy. Był dobrze zbudowany. Ubrany był w długą, arabską szatę w kolorze brązu. Jego oczy o tym samym kolorze śmiało patrzyły przed siebie, widać było, że nie jest w żadnym stopniu onieśmielony obecnością tylu koronowanych głów. Przy boku nosił długą, zrobioną z hartowanej stali arabską szablę.
   Za nim szła ubrana w zwiewną, białą tunikę, kobieta. Na głowie miała nekab*, również w kolorze białym. Nie mogłem określić, czy jest ona urodziwa, ponieważ widziałem tylko jej niebieskie jak niebo oczy.
   Na samym końcu szedł najwyraźniej zwykły sługa, ubrany bardzo skromnie, w arabską szatę w kolorze szarym.
   Pierwszy z nich uklęknął zaraz po wejściu i schylił głowę.
-Moje uszanowanie, wasze wysokości! - odezwał się niskim, ale szczerym głosem.
-Witaj. - odpowiedziałem - Możesz wstać. Jak cię zwą? - spytałem, gdy już podniósł się z kolan.
-Jestem Najwyższym Strażnikiem Domu Sułtana w Arnavie, nazywam się Bahir Maluf. To jest księżniczka Aida, córka Sułtana.
-Miło cię poznać, księżniczko. - skłoniłem się przed nią, na co ona odpowiedziała również ukłonem.
-Co cię do nie sprowadza, Bahirze? - spytałem
-Miłościwy panie, przynoszę list od Sułtana Saladyna. Dostałem rozkazy, aby go wręczyć. - wyjął zza tuniki jakąś kopertę.
-Hmmm. Dobrze. - podszedłem do niego i wziąłem z jego dłoni kopertę, opatrzoną pieczęcią Saladyna. - Zaraz dowiemy się, co się takiego stało, że Saladyn wysyła do mnie poselstwo. - dodałem siadając na swoim miejscu, po drugiej stronie stołu. Otworzyłem kopertę i moim oczom ukazała się duża kartka, zapisana o dziwo w arladzkim, a nie bohemasidzkim. Najwyraźniej Saladynowi musi naprawdę zależeć. Zacząłem czytać:

Arnava, 21.05.1251r.EL
Drogi Kacprze!

   Wiem, że między nami bywało różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Wiem, że moim wojskiem przyczyniłem się do ogromnych strat w Arladii. Zadaję sobie sprawę, z tego ,że popełniłem mnóstwo błędów. Doskonale też wiem, że nic mnie nie usprawiedliwia. Ale dzisiaj nadszedł dzień, w którym potrzebuję Twojej pomocy. Proszę o nią, jako sułtan, ale też jako Arladczyk. Otóż przez wieki Bohemasid utrzymywał kontakty z ludami z południa i wchodu. Wy nie mieliście o tym pojęcie, bo nie mieli powodu, by się z Wami kontaktować, a my nie chcieliśmy zdradzić Wam tego sekretu. Ale to nie wszystko. Jest wiele dalekich krain, o których nawet my nie wiemy, a słyszeliśmy tylko z opowiadań Ramadańczyków, ludu z którym handlowaliśmy. Jednak ostatnio sprawy się skomplikowały. Dzięki naszym kontaktom Ramadan stał się bardzo silnym państwem. Po śmierci ich starego króla, na tronie zasiadł jego syn, okropnie młody i nie rozważny. Od początku nienawidził mnie i całej Arladii. Czekał tylko na okazję, do tego żeby zaatakować Bohemasid. Okazja nadarzyła się niedługo potem. Jeden z moich kupców popełnił błąd w rachunkach i zamiast 20 000 sztabek żelaza, wysłał 2 000. Tamten młokos uznał, że zrobiłem to specjalnie i zaatakował nas swoją armią. A jest ona ogromna. Bez wątpienia liczy ona sporo powyżej 100 000 ludzi. Większość z nich to wojownicy na koniach, z łukami. Ale jest też dużo ciężkozbrojnych, dobrze wyszkolonych i zahartowanych w walce, rycerzy. Zaatakowali nas od południa i od wschodu, przez góry. Póki co nasza armia daje sobie radę, ale dobrze wiem, że długo nie zdołamy utrzymać obecnych pozycji. Jeżeli Bohemasid upadnie, to na pewno Ramadan na tym nie skończy. Jest to duże, ale mało rozwinięte państwo. Potrzebuje kopalń, pracowni alchemicznych, Oxenfurtu, i innych wysoko rozwiniętych miast Arladii. Jego jedyną mocną stroną jest bardzo dobrze rozwinięte wojsko.
   Dlatego proszę Cię o pomoc wojskową. Zrobię wszystko, żeby nie oddać ani skrawka arladzkiej ziemi temu głupiemu i chciwemu ludowi.
   Razem z moim najwierniejszym i najbardziej wyszkolonym strażnikiem wysłałem do Ciebie, moje jedyne dziecko, Aidę. Czy mógłbyś ją u siebie ugościć? W Bohemasidzie jest dla niej zbyt niebezpiecznie, a nie przeżyłbym jej straty.
   Proszę Cię o szybką odpowiedź.

Z wyrazami szacunku,
Saladyn, Sułtan Bohemasidu.



   Po przeczytaniu listu siedziałem chwilę w milczeniu. Zastanawiałem się nad sensem tych słów, które miałem teraz przed oczami, na papierze od Saladyna. Czy to oznacza wojnę? Kolejną? Dopiero co odbudowaliśmy zniszczone prze poprzednią wojnę państwa, a tu już jest kolejne, nieznane dotąd zagrożenie, które pochodzi z południowego-wchodu, z terenów które nie są znane Arladczykom z powodu położenia geograficznego. Nikt nigdy nawet nie pomyślałby, żeby się przeprawiać przez szereg tych ogromnych gór: Białych, Starych, Żelaznych. A tym bardziej nikomu na myśl nie przyszło, żeby wędrować przez pustynię, żeby zbadać znajdujące się tam tereny.
-Kacper? - odezwał się Ermyr - Stało się coś?
-Obawiam się, że tak, Ermyrze. - odezwałem się poważnym tonem. - Bahirze na liście jest dzisiejsza data, jak to możliwe?
-Panie - skłonił się - Sułtanowi bardzo zależało na tym, aby list dotarł do Ciebie, w jak najkrótszym czasie. Dlatego skorzystaliśmy z sieci portali magicznych.
-Hmmm... Rozumiem... Zobaczcie, co pisze Saladyn. - podałem Ermyrowi list, a on przeczytał go na głos.
-Co zamierzasz z tym zrobić? - spytała Christina - Masz zamiar wyruszyć mu na pomoc, na czele naszej Wielkiej Armii?
-Nie wiem, Christino - odpowiedziałem jej łapiąc się za głowę - A jeżeli to, co pisze Saladyn to prawda? Przecież to może oznaczać koniec Arladii. A na pewno Elfów i Krasnoludów - spojrzałem z współczuciem na Ermyra, który przytaknął ruchem głowy. - A z resztą nawet nie mamy zgromadzonych żołnierzy. Więc nie mam czym dysponować. Proponujecie coś?
W pomieszczeniu zapanowała całkowita, niczym nie zmącona cisza. W końcu odezwał się Zenix.
-Może użyjesz portali i dotrzesz do Arnavy, żeby sprawdzić czy naprawdę jest tak, jak pisał Saladyn?
- Myślę, że to dobry pomysł, Kacper - stwierdził Es Midan.
-No dobrze, tak więc zrobimy. Aida zostanie w Oxenfurcie pod opieką moich ludzi. Naatomiast Bahirze, ty pojedziesz z nami, dobrze? - odpowiedział ukłonem - Ermyrze, Alessandro, Albrechcie pojedziecie ze mną? - wszyscy zgodnie potwierdzili - Dobrze. Bardzo dobrze. A wy, moi drodzy jedźcie do siebie i wyślijcie tu armie. Posiedzenie uważam za zakończone - wstałem od stołu i skierowałem się w stronę wyjścia. W drzwiach Alessandra złapała mnie za rękę, wołając moje imię. Odwróciłem się.
-A co, jeśli to prawda? - spytała z niepokojem w głosie.
-Będziemy walczyć. Kolejny raz. Za Arladię.
=====================

*jest to nakrycie głowy, zasłaniające całą twarz, oprócz oczu, które noszą muzułmanki.

=====================
  Rozdział 30! ;) W komentarzach piszcie, czy ciągnąć dalej opowiadanie o Kacprze, czy zakończyć je w jakimś odpowiednim momencie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz