niedziela, 2 sierpnia 2015

Rozdział 35: Droga na skróty.

24.05.1251r.EL, Wielka Pustynia.

   Saladyn wydał rozkaz przeszukania garnizonu i jego okolic. Po kilkudziesięciu minutach żołnierze znaleźli resztę ciał obrońców obozu, za wzgórzem. Leżały bezwładnie pośród kamieni, rzucone niedbale i ograbione z jakichkolwiek kosztowności. Sułtan po otrzymaniu raportu wydawał się być bardzo przygnębiony i zagubiony. W końcu wydał rozkaz rozbicia obozu w garnizonie. Po kolacji przygotowanej z zapasów pozostawionych w obozie położyliśmy się spać, a część żołnierzy pełniła wartę na piaskowcowej palisadzie.

25.05.1251r.EL, Wielka Pustynia.

   Obudziłem się wczesnym porankiem. Z nieba lał się istny żar. Było gorąco jak w piekle. Nawet w namiocie. Wstałem z posłania, które leżało na ziemi i skierowałem się w stronę stolika, na którym stał dzbanek z wodą. Za jednym razem wypiłem prawie całą zawartość naczynia. Po zabiciu pragnienia chwyciłem leżący przy posłaniu turban i założyłem go na głowę, bo jak mówili bohemasidzi, chronił on przed "śmiercią od słońca". Po ubraniu nakrycia głowy wyszedłem na zewnątrz. Na dworze już tętniło życie. Żołnierze i służący krzątali się z kąta w kąt. Część usiadła przy olbrzymim ognisku i zaczęła przygotowywać śniadanie. Ja jednak nie byłem głodny. Poszedłem w lewą stronę, w kierunku namiotu Ermyra i Alessandry. Znajdował się on pod murem, po przeciwnej stronie garnizonu. Po drodze mijałem wielu służących, którzy składali mi ukłony, i wielu żołnierzy, którzy na mój widok salutowali. Odpowiedziałem im skinieniem głowy nawet się nie zatrzymując. Do namiotu Ermyra i Alessandry wpadłem mokry od potu. Klimat w
Bohemasidzie był zdecydowanie nie dla mnie. Zastałem ich, gdy jedli  śniadanie,na jednej z mat leżących na podłodze. 
   -Witam, jak się spało? - spytał przyjaźnie i beztrosko Ermyr
   -Ujdzie - odparłem - A wam?
   -Dobrze - odpowiedzieli z uśmiechem.
   -Co myślicie o tej sytuacji? - spytałem siadając obok nich na macie.
Ermyr przełknął resztkę papki ryżu z sosem i odpowiedział.
   -Bardzo dziwna sytuacja. Cały garnizon nie żyje, a my nawet nie dostaliśmy wiadomości o ataku.
   -Ermyr ma rację - odezwała się Alesandra - To sytuacja jest bardzo podejrzana. Albo Ramadańczycy są świetni w walce i w mgnieniu oka wyrźnęli cały garnizon, albo to jest jakaśpułapka. Ewentualnie jedno i drugie.
PRzez chwilę rozmyślałem nad tym, co od nich usłyszałem.
   -Nie podoba mi się to. Najchętniej wróciłbym już teraz do Oxenfurtu. Sytuacja jest co najmniej podejrzana. Przemierzamy z naszym byłym wrogiem pustynię, w poszukiwaniu oznak wojny. Znaleźliśmy opustoszały fort i stos ciał niedaleko niego. Nie widzieliśmy żadnej walki, niczego.
Do namiotu wszedł sługa Saladyna i skłonił się nam nisko.
   -Sajlim, Sułtan prosi abyście udali się do niego niezwłocznie. - powiedział cicho sługa.
   -Powiedz sowjemu panu, że udamy się do niego zaraz po śniadaniu - odpowiedziałem.
Sługa ukłonił się ponownie i w pośpiechu opuścił namiot. Poczekałem aż Ermyr i Alessandra dokończą posiłem, po czym razem z nimi skierowaliśmy się do namiotu Saladyna. Zastaliśmy go dokańczającego śniadanie. Gdy skończył jeść służący zebrali naczynia i skłonieni wyszli szybkim krokiem. 
-Witajcie - odezwał się sułtan - Jak się spało? - dłońmi wskazał nam trzy duże poduszki, które leżały naprzeciwko niego, na dywanie. Za niskim, hebanowym stołem znajdowałą sięczwarta poduszka, z której sułtan się podniósł - moda Bohemasidu.
   -Dobrze, dziękuję. - odpowiedziałem siadając. Saladyn również uiadł. Po chwili dołączyli do nas również Saladyn i Alessandra.
   -Dlaczego nas tutaj wezwałeś? - spytałem
Sułtan westchnął i upił duży łyk z leżącej na stole manierki.
   -Prawda jest taka - konspiracyjnie przechylił się nad stołem - że nie wiadomo, co się stało. W odległości kilkudziesiąciu kilometrów nie ma żadnej osady. Nikt nie wie, co się stało. Jedyne, co wiemy, to to, że nikt z garniuzonu nie przeżył. 
   -Nie dostaliście w Arnavie jakiejś wiadomości o tym garnizonie? Może o jakimś ataku? - zapytałem
   -No właśnie nie. Nic a nic. - sułtan przecząco kręcił głową - Nic nie wskazywało, że zastaniemy garnizon w takim stanie.
   -Co zamierzasz zrobić, panie? - odezwał się Ermyr
   -Nie wiem i właśnie dlatego was tutaj wezwałem, chciałbym, żebyście mi doradzili. - odpowiedział wodząc wzrokiem po naszych twarzach.
   -Może udamy się do najbliższego garnizonu? - powiedziała Alessandra - Być może tam będą mieli jakieś wieści...O ile oni jeszcze żyją...
   -To nie jest taki głupi pomysł - powiedziałem w zamyśleniu - Powinniśmy tak zrobić.
   -Skoro tak uważacie, to niech tak będzie. - stwierdził Sułtan - Przygotujcie się więc do poróży, za dwie godziny wyruszamy.

***

   Z garnizonu wyruszyliśmy niemal w samo południe. Skwar ciążył nam niemiłosiernie, a droga dłużyła się w nieskończoność. Podróż była bardzo męcząca, ponieważ wielbłądy zapadały się w piasek i kilkakrotnie zdarzyło nam się je wyciągać. Sułtan postój zarządził dopiero o zmierzchu. Powietrze było już wyraźnie chłodniejsze, ale piasek nadal parzył przez buty. Po zejściu z wielbłądów udaliśmy się w stronę miejsca, w którym służący zaczęli rozkładać nam namiot. Alessandra wyglądała na bardzo złą. Widocznie nie tylko mnie ta podróż zmęczyła.
   -Stało się coś? - spytałem jej najdelikatniej jak potrafiłem. Czarodziejka odwróciła się do mnie i spiorunowała mnie wzrokiem.
   -Nie nic, się nie stało - uśmiechnęła się ironicznie - Przez cały dzień jechałam w ponad czterdziestostopniowym upale, na jakich zawszonych szkapach, które śmierdzą gównem jak stąd do Agavy, ale nie wszystko w porządku. Miło, że pytasz. A co u ciebie?
Spojrzałem na Ermyra, który znając temperament Alessandry również nic nie odpowiedział.
   - Ale z tymi wielbłądami to przesadziłaś... - wypaliłem. Alessandra prychnęła ostrzegawczo i odeszła w drugą stronę.
   - Ehh... - odezwał się Ermyr - ona robi się coraz bardziej nieznośna.
Uśmiechnąłem się do niego szczerze.
   -Żebyś wiedział...
   -No ale w jej wieku to nic dziwnego, że jest zrzędliwa - stwierdził elf.
Jego komentarz zupełnie zbił mnie z tropu.
   -W jej wieku? - spytałem unosząc brew.
   -No tak... - Ermyr wyglądał na zdziwionego pytaniem.
   -To ile Alessandra ma lat? - byłem coraz bardziej zdezorientowany.
   -Wiesz... - zaczął z uśmiechem - Tak do końca, to sam nie wiem... Ale gdzieś tak koło stu czterdziestu.
Nie ukrywałem zaskoczenia.
   -Przecież wygląda na co najwyżej czterdzieści!
   -Magia, Kacper, magia - odparł z uśmiechem Ermyr i wszedł do namiotu, którego przed chwilą skończyli rozkładać słudzy.
   -Dosłownie magia... - mruknąłem pod nosem i ruszyłem za nim.

***

   Po zjedzeniu kolacji Sułtan wezwał nas do siebie. Znajdowaliśmy się w jego namiocie, razem z jego ludźmi. Saladyn chciał omówić z nami kwestię kolejnych działań odnoście najazdu Ramadańczyków.
   - Kolejny fort, który znajduje się na granicy Bohemasidu to El Sonne - powiedział sułtan - Jest on w odległości około dnia drogi stąd. Gdy wyruszymy jutro o świcie powinniśmy tam dojechać przed zachodem słońca. Tam ustalimy, co robić dalej. Ma może ktoś jakieś sugestie? - rozejrzał się po zgromadzonych.
   Po chwili z szeregu żołnierzy Saladyna wyszedł niski, krępy na oko piędziesięcioletni mężczyzna, z charakterystycznym wąsem. Ukłonił się i rzekł
   -Ja, Sajlim.
   -Mów, Pash'o. - gestem pozwolił mu sułtan.
   -Proponuję, żebyśmy przejechali przez pobliski kamienisty wąwóz. Zaoszczędzimy wtedy prawie trzy godziny, Sajlim. - skłonił się ponownie.
   -Hmmm... ciekawy pomysł, Pash'o. Ale czy to aby nie jest niebezpieczne? - Saladyn nie wyglądał na przekonanego.
   -Nie, skądże, Sajlim. Sam wielokrotnie, będąc na służbie, tamtędy jeździłem. - kolejny ukłon.
   -W sumie, dlaczego by nie? - Saladyn zaczynał stępować - Chyba, żę ktoś ma coś przeciwko? - rozejrzał się wokół - A, więc zróbmy tak, jak mówisz. Wyśpijcie się, bo jutro o świcie wyruszamy.
Nie podobał mi się ani ten człowiek ani tym bardziej ten jego szemrany pomysł. Miałem w związku z tym złe przeczucia. I niestety okazało się, że słusznie.

====================================

   Witam wszystkich, którzy jeszcze zostali na moim blogu ;). Tak, wiem, że rozdziałów miało nie być do końca roku szkolnego, jednak moje lenistwo zwyciężyło i piszę dla Was dopiero teraz. Jednak wracam do pisania ze zdwojoną siłą i determinacją! ;P Kolejną dobrą wiadomością jest fakt, że zważywszy na dużo wolnego czasu jest ogromna szansa, że rozdziały będą pojawiać się kilka razy w tygodniu, jednak niczego nie obiecuję ;D.
   A tymczasem miłego czytania i do zobaczenia w przyszłych rozdziałach! ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz