sobota, 14 lutego 2015

Rozdział 25: Gray atakuje Sankt-River.

26.01.1251r.EL, okolice Leśnej Rzeki.


   Po wyjściu z obozu zaczęliśmy iść z powrotem do Sankt-River. Borys był w bardzo ciężkim stanie. Musiałem cały czas go podtrzymywać. Chyba miał gorączkę. Spróbowałem go wyleczyć magią, ale to niebyt działało. W trakcie drogi okazało się, że krasnolud ma także złamane żebra.
-Dziękuję, że po mnie wróciłeś, Kacper - wychrypiał ledwo słyszalnym głosem - Ale jak to zrobiłeś?
-Jak CO zrobiłem? - udałem, że nie wiem o co chodzi.
-Przecież widziałem, że umarłeś. Nie ruszałeś się, nie oddychałeś - złapał się obiema rękami za głowę i zaczął nią energicznie kręcić - Potem przyszli oni. Broniłem się, nie chciałem cię tam zostawiać...
-Wiem to. - przerwałem.
-Jak to? - spojrzał na mnie jakbym był chory psychicznie. Przez jego brodatą twarz przebiegł grymas zdziwienia i przerażenia - Skąd wiesz? Przecież UMARŁEŚ!
-Tak to prawda, umarłem... - spauzowałem nie wiedząc, jak dobrać słowa - Ale, jak widzisz żyję. Uratowała mnie Alessja.
-Kacper, może i jestem mocno poharatany. Może i mam tą jebaną gorączkę. Ale jeszcze na mózg nie upadłem! Co ty na Hamal'ę* pierdolisz?!
Opowiedziałem mu całą historię o spotkaniu z Alessją, o Gray'u, o kosturze i o Berle Taralu.
-Hmmm. - przerwał milczenie Borys - Nasze najstarsze kroniki mówią coś o tym twoim kosturze. Jest to ponoć symbol przewodnictwa Boga Słońca - Soliesa. Jest to jedna z najpotężniejszych broni magicznych. Jednak niewłaściwie użyta przyniesie Arladii chaos i zniszczenie.
Nie odpowiedziałem. Nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć.
 
28.01.1251r.EL, Sankt-River.
   Podczas naszej wędrówki nastąpił nagły powrót zimy. Temperatura spadła gwałtownie i zaczął obficie padać śnieg. Gdy stanęliśmy pod bramami Sankt-River byliśmy zmarznięci i w niektórych miejscach odmrożeni. Miałem serdecznie dość tej cholernej wędrówki.
   Po przyjeździe do miasta od razu udaliśmy się do domu Alessandry. Od progu Magda rzuciła mi się w ramiona.
-I co sprowadziliście pomoc? - spytała patrząc mi w oczy
-Nie... - zacząłem niepewnie
-Jak to? - spytał Ermyr stając w drzwiach do jadalni.
-Nie byliśmy w Cheridarze. - odezwał się Borys.
-Nic nie rozumiem - odparł Ermyr i dodał patrząc na mnie wymownie - Chyba należą nam się wyjaśnienia, Kacper.
-Zobacz. - podałem mu kostur, który zaczął świecić złotym światłem i po chwili zgasł. Ermyr otworzył ze zdziwienia usta. Przez chwilę trwał w bezruchu, po czym się odezwał.
-Czy to...
-Tak, Ermyr. - odpowiedziałem za nim zadał pytanie
-To Divin'o Gladi! - krzyknął Ermyr - Mityczna, boska broń!
-Co się dzieje?!  spytała Alessandra, stając w drzwiach - Na Alessję! Toż to Divin'o Gladi!
-Kacper - odezwała się Magda, łapiąc mnie za rękę - Jeśli, tak jak mówią Ermyr i moja matka, to jest Boski Kostur, to skąd TY go masz? Przecież nawet nie urodziłeś się w Arladii...
-Chyba powinieneś opowiedzieć im o spotkaniu z Alessją... - wtrącił Borys
-Co?! - krzyknęła Magda - Z jaką Alessją?! TĄ Alessją?!
-Tak, kochanie, z tą Alessją - odparłem z powagą.
***
   Po opowiedzeniu zgromadzonym, o moim spotkaniu z Alessją i walce z Gray'em. Po między nami zapadła niezręczna cisza, przerywana tylko odgłosami ostrzału miasta. Pierwszy odezwał się Emyr.
-Skoro dostałeś Boski Kostur od Alessji, to nie ma się czym martwić. Z resztą mamy wsparcie Bogów.
-No nie do końca... - odparłem
-Co masz na myśli? - spytała Alessandra zakładając rękę na rękę
-Podczas naszej walki, Gray, przyzwał Akatosha. - odparłem
-Ale skąd to wiesz? - spytał niezbyt przekonany Ermyr
-Bo wypowiedział jakieś bardzo skomplikowane zaklęcie, w którym było słowo "Arkosh".
-Bóg Ognia... - szepnął Ermyr
-Yhym. - potwierdziłem jego słowa - A potem zaczął jarzyć się krwistoczerwonym światłem. Gdyby nie Alessja, zginęlibyśmy tam.
-Skoro Gray ma moc przywoływania Arkosha, to ta bitwa nie będzie należała do najłatwiejszych - stwierdziła Alessandra
-Jest jeszcze coś...
-Co? - spytała Magda
-Gray wie o Berle Tartalu. Robi to wszystko, żeby pokonać Południe i mieć dostęp do Gór Żelaznych. Ponoć tam znajduje się Berło.
-To nie możliwe! - krzyknął Ermyr - O Berle wie tylko elita magów z Arladii, najważniejsi urzędnicy Gildii! Skąd Gray miałby o tym wiedzieć?
-Nie wiem, Ermyr, ale jest to duży problem.
***
28.01.1251r.EL, Sankt-River
   Alessandra zaproponowała naradę z Johanem, bo koniec końców to jego miasto. Uznałem to za dobry pomysł, tak więc udaliśmy się do katedry, gdzie teraz przebywał razem z innymi władcami, ponieważ okolice miasta były patrolowane, a moje wojsko z obozu przybyło do miasta, patrolować ulice i mury razem z garnizonem.
   Na naradzie, na której byli również Es'Midan i Wolfgang ustaliliśmy, że nie wyruszamy po pomoc. Wierzyliśmy, że moc Kostura pomoże nam utrzymać miasto.
   Stwierdziłem, że jestem zmęczony i chcę odpocząć, na co Jonah odpowiedział:
-Przykro mi Kacper, ale wiesz, że Arkadowy Pałac jest zniszczony. Będziesz musiał spać w gospodzie.
-Nie ma problemu - odpowiedziałem - Nie potrzebuję luksusów. Zobaczymy się później. Gdyby coś się działo, to mnie budźcie. - potwierdził skinieniem głowy.
Złapałem Magdę za rękę i wyszedłem z Katedry. Wtuliła mi głowę w ramiona i szliśmy opustoszałą ulicą, objęci. Powoli zaczęło się ściemniać. Musiało więc być koło szesnastej. Na końcu ulicy zauważyłem żołnierza z pochodnią, którą zapala uliczne latarnie.
-Bałam się o ciebie, Kacper. - odezwała się Magda
Pogładziłem ją dłonią po policzku i pocałowałem ją namiętnie w usta.
-Zupełnie niepotrzebnie - odpowiedziałem z uśmiechem - Jak widzisz jestem cały i zdrowy.
-Fartem - odpowiedziała kręcąc z dezaprobatą głową - Borys się wygadał. Żyjesz tylko i wyłącznie dzięki Alessji.
Spochmurniałem. Nie wiedziałem, co mam jej powiedzieć. Że nic się nie stało? Przecież miała rację. Żyłem tylko dzięki boskiej interwencji.
-No może i tak... - spuściłem głowę
-Czemu zawsze muszę zostać w domu? - spytała z wyrzutem w głosie - Dlaczego nie mogę jechać z tobą? Przecież też do cholery jestem magiem!
-Bo nie chcę cię stracić! Rozumiesz?! - zacząłem krzyczeć - Bo cię kocham! I tylko ty mi zostałaś!
Przestał krzyczeć. Magda też milczała.
-Nie krzycz, proszę cię - wyszeptała podchodząc i obejmując mnie w pasie. - Ja też cię kocham.
Złapałem ją za podbródek i pocałowałem. W tamtej chwili dziękowałem Bogom, że ją poznałem. To było moje jedyne i największe szczęście.
-Wróg u bram! Atakują miasto! - usłyszeliśmy krzyk od strony murów. Po chwili na miasto spadły pierwsze pociski z katapult. Zaczęła się kolejne bitwa. Decydująca bitwa.
 
===
 
*Hamala - krasnoludzka bogini urodzaju, pól, górników, kopalni i handlu. Główny bóg krasnoludzkiego panteonu.
===
   A o to rozdział 25! :D Miłej lektury. Tak swoją drogą to zmierzamy do końca opowiadania o Kacprze.




sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 24: Walka z Anthonym Gray'em.

   Wstałem z ziemi i podniosłem kostur. Był jakoś dziwnie lekki. To chyba przez to, że był przedmiotem
magicznym. Ruszyłem w stronę obozu, w prawej ręce trzymając kostur. Tym razem na murach nie było strażników. Brama stała otworem. Po wejściu do obozu moim oczom ukazały się dziesiątki namiotów, jednak nie było wokoło żywej duszy. To było dziwne. Po kilku minutach krążenia pomiędzy pustymi namiotami znalazłem jednego strażnika.
-Co tu robisz?!- krzyknął i uniósł kuszę
Uniosłem kostur w stronę strażnika i powiedziałem zaklęcie ogłuszające:
- Stup'e bit!
Mężczyzna wypuścił kuszę, zatoczył się i upadł. Nie stracił przytomności. Stracił tylko zdolność kierowania własny7m ciałem. Na jakieś kilka godzin...
- Fec'um memortu.
Było to zaklęcie, przez które osoba na którą to zaklęcie było rzucone, będzie odpowiadała na wszystkie moje pytania zgodnie z prawdą i będzie mi posłuszna w każdym względzie. Tylko najsilniejsi magowie byli wstanie przeciwstawić się takiemu zaklęciu. A mój wróg nie był nawet magiem...
- Jak się nazywasz? - spytał
- Patrick. - odpowiedział mechanicznie żołnierz.
- Dlaczego tu jesteś?
- Dostaliśmy rozkaz od naszego nowego władcy, Anthonego Gray'a, żeby tutaj przybyć i oblężyć Sankt-River.
- Anthony Gray jest nowym władcą Cesarstwa Północnego? Co się stało z poprzednim?
- Dostał zawału. Nasi medycy nie mogli nic zrobić.
- Gdzie jest teraz Gray?
-Tutaj, w obozie.
-A dokładniej? - spytałem zniecierpliwiony wyciąganie każdej informacji na siłę.
-W największym namiocie, na środku obozu.
   Po tym, jak kazałem mu się zakneblować i związać, udałem się w stronę aktualnego pobytu Gray;a. Tam właśnie powinien być Borys. Od strony namiotu słychać było gwar rozmów. Wśród zgiełku rozpoznałem głos tego chuja Gray'a. Postanowiłem wparować przez główne wejście do namiotu. Jednak on był szybszy.
   -O, czekałem na ciebie, Kacper. - stał uśmiechnięty w wejściu do namiotu. Wokół niego zgromadzili się magowie, a w koło w momencie pojawiła się cała armia.
-Jak miło - odwarknąłem
-Przyprowadźcie go - wskazał na dwójkę żołnierzy. Odeszli i po chwili wrócili ciągnąc za ramiona Borysa. Krasnolud miał pełno sińców, wybite oko, złamany nos i chyba też nogę, bo nie mógł na nią stanąć. Oprócz tego na całym ciele miał pełno ran, z których nadal kapała krew. Cały był brudny i wychudzony.
-Kacper...- wychrypiał, ledwo słyszalnym głosem - Uciekaj... On cię nie wypuści.
-Borys. - rzuciłem się w stronę krasnoluda. Jednak jego strażnicy szarpnęli go mocno do tyłu, na co zareagował syknięciem z bólu. Postanowiłem, więc nie ponawiać na razie próby dotarcia do niego.
-Znaleźliśmy twojego przyjaciela nad rzeką, niedaleko obozu. Stał nad twoim...ciałem. Stawiał zaciekły opór, wiec trochę...stemperowaliśmy jego temperament - uśmiechnął się podle - Ale tobie, jak widać nic nie jest. Oprócz tego, jak widzę masz ze sobą.Divin'o Gladi. Ciekawe skąd go masz. - podszedł do mnie i wyciągnął dłoń w stronę kostura, jednak ten zaświecił się oślepiająco i rozgrzał do granic możliwości, jednak mnie to nie parzyło. Wrócił do swojego pierwotnego stanu dopiero wtedy, gdy Gray cofnął rękę.
- Stary Solies nie zapomniał o zabezpieczeniu tego gnata przede mną. - uśmiechnął się lekceważąco Gray. - Jednak, gdy pokonam Południe znajdę w końcu Berło Tartalu i zmiotę ciebie i ten twój śmieszny kostur z powierzchni ziemi. Zabrać go - wskazał ręką na Borysa.
-Nie! - krzyknąłem i uniosłem kostur w stronę strażników. Uderzył w nich promień żółtego światła, który odrzucił ich od Borysa na kilka metrów. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować już byłem przy Borysie i podnosiłem go z ziemi, na którą przewrócił się w chwili uderzenia mojego kostura w strażników.
- Morseum! - ryknął w naszą stronę Gray. Uniosłem kostur i przede mną wyrosła magiczna tarcza. Czerwona smuga zaklęcia śmierci odbiła się od mojej tarczy, która zatrzęsła się i pękła w kilku miejscach, po czym trafiła w jakiegoś żołnierza. - Łapcie ich! - Gray wrzeszczał na magów. W naszą stronę spadał grad czerwonych promieni. Wszystkie odbijały się z głuchym uderzeniem od naszej złotej tarczy. Jednak z każdym ciosem tarcza stawała się coraz bardziej popękana, w końcu zaczęła blednąć. Pomogłem iść Borysowi i
zaczęliśmy się kierować w stronę wyjścia od obozu. Jednak drogę zagrodziły nam olbrzymie węże. Nigdy takich nie widziałem. Syczały na nas ze wściekłością, a ich zęby ociekały zielonym jadem, który aż parował. Nie wiem skąd, ale wiedziałem, że to symbole Arkosha, Boga Wojny, Zarazy i Ognia. Posłałem w ich stronę kulę ognia, jednak to je jeszcze bardziej rozzłościło. Rzuciły się na nas. Wyczarowałem kolejną tarczę. Tym razem było to otaczająca nas magiczna bańka. Węże wbijały w nią kły, a zielony jad spływał po niej i wyżerał dziury w ziemi. Zacząłem trafiać w węże złotym promieniem, bo tylko to działało.
Zabiłem kilka, ale one i tak zdołały przegryźć barierę.
-Repellere! - krzyknąłem i zamachnąłem się kosturem. Olbrzymie cielska węży poleciały kilka metrów w tył pod wpływem zaklęcia. - Icum! - Kilka węży zamarło po trafieniu w nie kulą lodu. Resztka zwierząt znów się na nas rzuciła. Nie miałem czasu na zaklęcie. Zacząłem je okładać kosturem po łbach. Zauważyłem, że kostur ma dziwną moc. Zaraz po zetknięciu się ze skórą węża, zwierzę po prostu zmieniło się w popiół. Z kolejnym było tak samo. Po dotknięciu kosturem skóra zwierzęcia zaczęła się jarzyć i po chwili płonąć. W ciągu kilku sekund wąż rodem z horrorów zmienił się w kupkę popiołu. Dopiero wtedy dotarło do mnie, jaką moc posiada "Divin'o Gladi". Nie umknęło to również Gray'owi. W jego oczach ujrzałem zdumienie i ... strach. Tak! Gray bał się mocy, jaką teraz dysponowałem!
   -Borys szybko! - powiedziałem do krasnoluda. Podtrzymując go ruszyłem w drogę powrotną. Nie mogliśmy jednak przemieszczać się szybciej niż ... normalnym krokiem.
   Odwróciłem się i zobaczyłem, jak żołnierze Gray'a naładowują kusze. Trafiłem w nich kulą ognia. Przy okazji płomienie rozprzestrzeniły się na najbliższe namioty, w tym na największy namiot przy którym stał Gray ze swoimi magami. Wszyscy zerwali się z wrzaskiem z miejsc. Gray ze złości rzucił w moją stronę kulę ognia. Zneutralizowałem zaklęcie ruchem kostura.
   Ogień zaczął trawić większą część namiotów. Stelaż jednego z nich przewrócił się i zagrodził nam drogę. Ugasiłem go strumieniem wody. Znajdowaliśmy się już dwadzieścia metrów od bramy wejściowej, gdy za nami pojawili się biegnący magowie. Zaczęli rzucać na nas setki zaklęć. Większą odbiłem, jednak jedno z odrzucających trafiło w nas i wyrzuciło w powietrze. Uderzyliśmy plecami o palisadę. Borys ryknął z bólu. Wstałem z niemi i posłałem złoty promień w stronę Gray'a. Jednak on utworzył wokół nich czerwoną tarczę. Pomogłem Borysowi wstać i z uniesionym kosturem zaczęliśmy się cofać. Gray krzyknął moje imię i strzelił we mnie potężnym, bordowym słupem światła. Utworzyłem tarczę, jednak siła zaklęcia wbijała mnie w ziemię. Po chwili tarcza zaczęła pękać. W końcu rozleciała się z trzaskiem. W tym samym momencie z dłoni Gray'a przestał wydobywać się bordowy płomień.
   Gray uniósł głowę do góry i podniósł rozłożone ręce.
- VOCET TE ARKOSH! - krzyczał Gray, a z jego oczu bił krwistoczerwony blask - MEUM DOMINE, DA MIHI POTESTATEM. - Jego sylwetkę ogarnął czerwony blask. Biła od niej ogromna moc. Nastała cisza. Magowie Gray'a widząc to, co stało się z ich przywódcą zaczęli się wycofywać. Po chwili nastąpiła eksplozja krwistoczerwonego światła. Nie było widać nic. Tylko czerwień. Mój kostur samoistnie stworzył złotą tarczę. Jednak zaczęła pękać.
-Alessjo! Pomóż mi! - krzyknąłem. Nic się nie stało. Tarcza dalej pękała. Po chwili ogarnęła mnie moc Alessji. Moja sylwetka zaczęła wydzielać białe światło, które wzmocniło barierę. Pęknięcia znikły w mgnieniu oka. "Moje" światło zaczęło świecić mocniej i wypierać światło Gray'a. Na granicy obydwu poświat widać było błyski błyskawic. Jednak "moje" światło zaczęło zwyciężać. Światło Graya zaczęło słabnąć i cofać się do "właściciela". Po kilku sekundach białe światło dotknęło ciała Gray'a. Widać było błyskawice, po czym Anthony upadł z wrzaskiem na ziemię. Jego magowie zaczęli rzucać w naszą stronę wszelakie zaklęcia, jednak robili to strasznie nieudolnie. Wszystkie zaklęcia odbijałem kosturem. Po chwili byliśmy już poza granicami obozu.
-Dziękuję - szepnąłem patrząc w niebo.

===============================
Rozdział 24! ;) Troszkę dłuższy :D Miłego czytania i do następnego :D

niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 23: Spotkanie z Alessją.

   Razem z tłumem ruszyłem w stronę drzwi. Nad nami widniała ogromna dziura w dachu. Reszta dachu trzeszczała niepokojąco, a co chwilę spadała belka lub kawałek ściany. Przy drzwiach dostrzegłem Jonaha. Szarpnąłem go za ramię.
-Masz tutaj żołnierzy? - spytałem przekrzykując panujący wokół hałas.
-Tylko garstkę. Może 50. Reszta walczy na południu Cesarstwa. - odpowiedział.
   Wyszliśmy przed Pałac. Na placu zgromadzili się wszyscy goście.
-Proszę o uwagę! - odezwałem się - Wszyscy proszeni są o udanie się do Katedry, z powodów bezpieczeństwa. Proszę jednak o pozostanie tutaj Albrechta Es'Midana i Arcymistrza Wolfganga.
Tłum pospiesznie udał się do swoich karet, które gęsiego odjeżdżały w stronę katedry. Wokół mnie zgromadzili się pozostali: Magda, Alessandra, Ermyr, Jonah, Borys, Albrecht i Wolfgang.
-Panowie - zwróciłem się do Mistrzów - poprosiłem was o pozostanie, bo chcę was prosić o pomoc. Albrechcie chciałbym, abyście razem z Ermyrem i Alessandrą zajęli wspomaganiem obrony. Natomiast ciebie, Wolfgangu chciałbym prosić, żebyś objął dowództwo nad moim wojskiem, które jest pod miastem. Czy pomożecie?
-Oczywiście - odparli jednocześnie.
-Magdo, ty pójdziesz do Christiny i poprosisz ją o wsparcie wojskowe, dobrze?
Skinęła głową.
-Jonahu, ty zajmiesz się ewentualną obroną katedry. A ja z Borysem sprowadzimy pomoc. Wszyscy się rozeszli do swoich zadań. Na placu zostałem tylko ja, Magda i Borys.
-Musisz iść? - spytała smutnym głosem
-Przecież wiesz, że tak... - odpowiedziałem.
Podeszła do mnie i wtuliła się w moje ramiona, kładąc mi głowę na piersi. Podniosła ją i spojrzała mi w oczy.
-Wrócisz? - spytała łamiącym się głosem - Tylko ty mi zostałeś.
Pocałowałem ją w czoło i przyciągnąłem do siebie. Po chwili odpowiedziałem, starając się na luźny ton.
-Wrócę - powiedziałem, chociaż nie byłem tego taki pewien.
===
26.01.1251r.EL, okolice Leśnej Rzeki.
   Żeby wyjechać z miasta musieliśmy strasznie się nagimnastykować. Wszędzie pełno było oddziałów Pólnocy. Jak widać Leśna Rzeka na długo ich nie zatrzymała. Po około dwóch dniach natrafialiśmy na coraz więcej patrolów, aż dotarliśmy do ich obozu.
-Co robimy? - spytał Borys
- Musimy jakoś go ominąć. Nie znam innej drogi.
   Obóz składał się z kilkudziesięciu namiotów. Czyli pomieścić mógł około 150 żołnierzy plus służba. Zaczekaliśmy na zachód słońca i zaczęliśmy iść przez około 10-metrową przerwę pomiędzy rzeką, a prowizoryczną palisadą okalającą obóz. Ogrodzenie wysokie było na 4-5 metrów i zakończone zaostrzonym końcem belki. Na górze wartę trzymali strażnicy. Przechodzą obok jednej z budek strażniczych Borys przez przypadek nadepnął na suchą gałąź.
-Kto tam?! - krzyknął strażnik Podszedł do brzegu palisady i z jego dłoni wystrzelił słup światła. Top był mah. Promień omiótł okolicę w końcu trafiając na nas.
-Biegiem!- krzyknąłem i rzuciłem kulę ognia w drewniane ogrodzenie, które w momencie zajęło się ogniem.
-Alarm! - wrzeszczał mag - To Kacper Wilk! - Wzniósł się w powietrze i zaczął nas gonić. Po kilkunastu sekundach był przy nas.
-Stać! - krzyknął, a ja w odpowiedzi posłałem w jego stronę magiczne groty. Mag je odbił zaklęciem ofensywnym. Groty rozpierzchły się we wszystkie strony. Jeden trafił mnie w plecy, w okolice prawej nerki. Czułem ciepłą maź, spływającą mi po plecach. Po chwili moim ciałem zawładnął ból, który powalił mnie na ziemię.
-Kacper! - krzyknął Borys i rzucił się w moją stronę.
-Uciekaj... - wychrypiałem
Zacząłem dusić się krwią. Po chwili nastała ciemność.
===
Obudziłem się na słonecznej łące, pełnej kwiatów. Po ranie nie było ani śladu.
-Kacper - usłyszałem donośny, kobiecy głos, dochodzący gdzieś z za mnie. Odwróciłem się. Przede mną stała na pozór zwykła kobieta. Miała długie, brązowe włosy, które lokami spadały na ramiona i sięgały pleców. Na sobie miała białą tunikę i  sandały. Jednak bił od niej jakiś dziwny blask, który jakby przyćmiewał resztę. Oprócz tego czuć było bijącą od niej wielką moc.
-Skąd wiesz, jak się nazywam? - spytałem podejrzliwie.
Kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Wiem dużo rzeczy. - odpowiedziała
-Kim jesteś?
-Jestem Alessja. - powiedziała z uśmiechem.
Nagle mnie olśniło. Widywałem już taki wizerunek na wielu pomnikach w całej Arladii.
-Alessja? Bogini zmarłych? -spytałem zdumiony.
-Tak, ale nie do końca zmarłych. Jestem boginią Życia, w tym pozagrobowego. Bogiem śmierci i snu jest mój Brat, Notos.
-To niemożliwe... - kręcił z niedowierzaniem głową.
-Nie wierzysz mi? - spytała
Nie odpowiedziałem.
-Spójrz.
Machnęła ręką i w powietrzu zawisł hologram. Widziałem na nim miejsce mojej śmierci. Jacyś mężczyźni odciągali Borysa od mojego ciała i prowadzili w stronę obozu. Po chwili hologram znikł.
-Teraz mi wierzysz? - spytała
-Tak - odpowiedziałem wystraszony - Dlaczego TU jestem?
-Nie TU, tylko w Edenie, krainie Bogów. Wezwałam cię tutaj, żeby uświadomić cię o paru sprawach. Po pierwsze do Arladii nie przybyłeś przypadkowo. Od jakiś 700 lat wszystkie rasy w Arladii zapomnieli o bogach i oddali się rozpuście i wojnom.
-Przecież są wybudowane kościoły, katedry, świątynie, pomniki ku twojej czci - przerwałem jej.
-Nie Kacper. To wszystko nie jest dla mnie tylko dla wymyślonego boga o tym samym imieniu. Wracając do tematu... Przeszkadzało to wszystkim bogom, jednak najbardziej Arkosh'owi, Bogowi Ognia, Wojny, Zarazy, Rzemieślników. Natchnął więc duszę Anthonego Graya swoją mocą zniszczenia, żeby dać nauczkę Arladczykom i pokazać im, kto jest prawdziwym Bogiem. Jednak Gray wyrwał się spod kontroli. Zaczął zabijać niewinnych. W końcu zaklęciem zmusił Cesarza Jacoba do przekazania mu korony. Potem  wypowiedział wojnę Holsanii Północnej. Przez niego już zginęły tysiące osób. Do tego przekonał Sułtana Bohemasidu do wojny. Bowie czują się winni i dlatego ty musisz wszystko naprawić.
-Ja? Dlaczego ja? - spytałem zaskoczony
-Ponieważ jesteś jedynym żyjącym potomkiem Pradawnych Rodów.
-Pradawnych Rodów?
-Pradawne Rody to starożytne, magiczne rody, które miały związki z Bogami. Ty jesteś potomkiem jednego z nich. Na początku twój ród nazywał się Wilinis. Jednak po setkach lat nazwa zaczęła brzmieć - Wilk.
-Hmm... Jak mam tego dokonać? Nie mam tyle wojsk. Gray ma za sobą magów. Nie dam rady.
-Kacper, nie trać wiary. Pamiętaj, że ty masz za sobą Bogów. Solies wykuł dla ciebie ten magiczny kostur.- W tym momencie w jej dłoni pojawiła się drewniana laska. Byłą ona biała, długa na jakieś półtora metra, na końcu miała złotą kulę oplecioną, przez białe drewniane korzenie - Jest to Boski Kostur, ma on w sobie moc nieporównywalnie większą od mocy innych magów, czy artefaktów, którymi dysponuje Gray. Jedynym godnym przeciwnikiem dla tego kostura jest Berło Taralu, inaczej Berło Ciemności. Jednak jest ono dobrze ukryte w Górach Żelaznych i Gray o tym nie wie.
Chciałem ją jeszcze o coś zapytać, ale ona wręczyła mi kostur i powiedziała:
-Już czas na ciebie, Kacper. Wkrótce spotkasz mnie lub któreś z mojego rodzeństwa.
   Znów otoczyła mnie ciemność. Leżałem na ziemi, a obok mnie leżał kostur. Po ranie nie było nawet śladu.
===
Rozdział 23 ;) Głosować w ankietach! XD

sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 22: Południe na krawędzi klęski.

23.01.1250rEL, Sankt-River
   Po wejściu do bogato zdobionej, białej karety usiedliśmy z Magdą naprzeciwko siebie, a woźnica uderzył konie batem. Karoca ruszyła,
-Cieszysz się, że już po wszystkim, królowo - odezwałem się z uśmiechem, specjalnie akcentując ostatnie słowo.
-Tak, nareszcie mogę rządzić, między innymi tobą - wstała z siedzenia i zbliżyła się do mnie, po czym oddała na mych ustach pocałunek, który odwzajemniłem.
-Twoje rządy zapowiadają się bardzo ciekawie - odparłem
Odpowiedziała z uśmiechem.
   W tym momencie mijaliśmy dom Alessandry, i kierowaliśmy się na ulicę, która prowadziła do Placu Górnego, przy którym znajdował się Arkadowy Pałac. Przez kilkanaście minut odmachiwaliśmy tłumowi zebranemu wzdłuż ulicy. Zgodnie z planem Alessandry jutro w samo południe mieliśmy przemówić, na Rynku do rycerzy, którzy przyjadą do miasta z obozu specjalnie na tę okazję.
   Arkadowy Pałac był to jednopiętrowy budynek. Oczywiście zgodnie z nazwą przyozdobiony był pierścieniem arkad, Zbudowany był ze stylowego piaskowca. Nie można było powiedzieć, że był to luksusowy lokal, ale na pewno najlepszy w tym mieście.
   Po wyjściu z karety podążyliśmy za Johanem do środka. Idąc plątaniną korytarzy dotarliśmy do sporawej i przestronnej sali balowej. Na środku po przeciwległą ścianą w podkowę ustawione zostały stoły. Natomiast na środku znajdowało się miejsce do tańczenia.
   Pomieszczenie wysokie było na dwie kondygnacje i zakończone galerią na pierwszym piętrze, na którą można było dotrzeć za pomocą schodów, znajdujących się za stołami. Kolumny przytrzymujące galerię ozdabiały sztandary Sankt-River, węgorze na zielono-niebieskim tle, charakteryzującym zielonkawą wodę Leśnej Rzeki.
   Po wejściu do sali, każdy podszedł do miejsca wskazanego przez służbę i stanął za swoim krzesłem. Ja z Magdą dostaliśmy miejsce, na szczucie stołów, obok mnie siedział Emyr, za nim Johan, a za Magdą Alessandra.
-Ucztę czas zacząć! - powiedział Johan
Służba przyniosła wino i różne najwspanialsze potrawy. Teraz, zgodnie ze wskazówkami, które dostałem od Alessandry, miałem wznieść toast. Podniosłem się z siedzenia i ruchem dłoni, uciszyłem gości.
-Jak najdłuższego, spokojnego i sprawiedliwego panowania! Tego życzę sobie i wam! - powiedziałem jednym tchem. A wśród gości rozbrzmiał brawa.
   Orkiestra zaczęła grać i poprosiłem Magdę do tańca. Skierowaliśmy się na środek sali. Złapałem Magdę w pasie, a ona mnie za ramię. Nasze prawie dłonie splotły się, wyprostowane i zaczęliśmy tańczyć. Zataczaliśmy coraz większe koła, gdy do tańca wkraczały inne pary. Po chwili parkiet był pełen tańczących. Podszedł do nas Jonah i poprosił Magdę do tańca, ja zrobiłem to samo z jego partnerką.
-Jesteś bardzo przystojnym młodzieńcem - odezwała się szeptem - Elizabeth, żona Jonaha - podała mi rękę. Zaczęliśmy tańczyć. Robiła to bardzo dobrze. Gładko się ją prowadziło, nie myliła kroków - urodzona tancerka. Tym razem wymieniliśmy się partnerkami z Albrechtem, teraz tańczyłem z Alessandrą.
-No i jak? Całkiem niezła miejscówka, nie? - uśmiechnęła się i poprowadziła
-No nie najgorsza. Swój klimat ma, przyznaję. - odpowiadam również z uśmiechem.
-To dopiero początek - mówi i odchodzi.
   Teraz tańczę z jakąś nieznaną mi kobietą, wygląda na jakąś szlachciankę. Ubrana jest w pofałdowaną, szeroko zakończoną, granatową suknie, a na głowie ma posrebrzany diadem z motywem roślinnym.
   Zmęczony tańcem, siadam przy stole, Biorę na swój talerz kawałek pieczonego indyka i przeżuwam spokojnie, rozkoszując się smakiem świetnego mięsa. Po zjedzeniu biorę kieliszek wina i popijam wyśmienite danie. Wino również jest bardzo dobrej jakości, Zastanawiam się, czy nie jest lesze od tego z piwniczek South Holsan. Jest to bardzo możliwe, bo w końcu większość winnic jest w Południu.
   Wstaję od stołu i idę na spacer wśród tańczących. Mijam pary, które świetnie się bawią na parkiecie. Po drugiej stronie sali dostrzegam Magdę z jakimś mężczyzną. To chyba Tymus z Wysp Loyvarden'ów. Gdy podchodzę bliżej zauważam, że Magda próbuje się wyrwać z jego uścisku, a on tylko rechocze. Podbiegam do nich i odciągam go od niej.
-C..co,..urwa?! - krzyczy zupełnie pijany - Nie wppierddalaj się wnie...s...woje... spprawy!
-Odejdź od niej, jesteś mijany, Tymusie. - mówię spokojnie
-Nie mam zamiaru odpuścić takiego smacznego kąska - podchodzi do Magdy i łapie ją za pierś.
Nie zastanawiam się długo. Podchodzę do niego i wymierzam cios. Po chwili leży na ziemi z zakrwawionym nosem.
-Aua! Kurwa jesteś popierdolony?! Chciałem tylko zaruchać! - krzyczy na całą salę. Nagle muzyka ucichła i wszyscy odwracają się w naszą stronę. Podchodzę do niego i kopię go w brzuch. Z jego gardła wydobywa się stłumiony ryk. Chcę go kopnąć jeszcze raz, ale zatrzymuje mnie Emryr.
-Kacper, już wystarczy, nie rób rozróby na własnej koronacji.
Odpowiadam prychnięciem.
-Czy jest na sali świta Tymusa? - po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi dodał - Proszę, weźcie go już do gospody. A my, proszę państwa, wracamy do zabawy.
-Jak zwykle zjawiasz się w porę, Kacper - odezwała się Magda, podchodząc do mnie bliżej - Dziękuję ci, mój rycerzu. - pocałowała mnie w usta
-Taka już jest moja rola - odpowiedziałem z uśmiechem
===
Zabawa trwała jeszcze długo bez żadnych incydentów, jednak w okolicach północy rozległ się alarm i słychać było dźwięk wystrzeliwanych pocisków z katapult.
===
24.01.1251rEL, Sankt-River
Na sali zapanowała panika. Damska część obecnych zaczęła przeraźliwie piszczeć. Męska, natomiast była dziwnie zdenerwowana.
-Spokojnie, drodzy państwo - odezwał się Jonah - Teraz, proszę, żeby wszyscy udali się do katedry.
Wszyscy zaczęli biec w stronę wyjścia. Silniejsi tratowali słabszych. Słabsi czołgali się pomiędzy nogami silniejszych. Elita Arladii zachowywała się, jakby pierwszy raz wyszła na pastwisko.
Nagle coś wstrząsnęło Pałacem i usłyszeliśmy huk. Część wysokiego sufitu uderzyła o posadzkę. Na szczęście w miejsc, gdzie nikogo nie było.
-Armia Północy jest na drugim brzegu Leśnej Rzeki! Mają katapulty! - usłyszeliśmy krzyk pośród zamieszania.
===
Rozdział 22 ;) Miłego czytania! ;)

PS: Zapraszam do głosowania w ankietach.

sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 21: Koronacja.

23.01.1251r.EL, Sankt-River.
   Wstałem o świcie. Alessandra przygotowała dla mnie specjalny strój koronacyjny. Były to czerwone spodnie i koszula. Na koszuli wyhaftowany był, złotą nicią, symbol Holsanii - słońce. Oprócz tego założyłem czarne, wysokie, skórzane buty i specjalną szatę królewską. Uszyta była z czerwonego jedwabiu, sięgała mi do połowy łydek. Na obydwu ramionach wyhaftowane były słońca. Płaszcz zakończony bym, białym puchem. Po przejrzeniu się w lustrze stwierdziłęm, że wyglądam poważnie i dostojnie.
***
   Do katedry jechaliśmy dwoma osobnymi karocami, zaprzęgniętymi w sześć białych koni. Magda wyjechała pierwsza, bo miałem ją zobaczyć dopiero na ślubie. Podczas jazdy Alessandra tłumaczyła mi, kto ma przyjechać na koronację.
-Najważniejszym gościem będzie Albrecht Es'Midan, Arcymag Gildii Magów, oprócz tego przyjedzie królowa Christina, z Agavy, Jarl Zenix z Lodowej Wyspy, Lord Protektor Tymus von Loyvarden, z Wysp Loyvardenów, król Luca III z Holsani Północnej, Książę Sezrik z Cheridaru, Arcymistrz Wolfgang z Gildii Wojowników, Arcychem z Gildii Alchemików, szlachta, kupcy i każdy kogo stać. Nie przyjedzie Marcus Richardson, bo zginął podczas zajęcia Oxenfurtu, cesarz Jacob, bo najprawdopodobniej jest podtruwany przez Graya oraz Saladyn Al'Shaba, sułtan Bohemasidu.
   Katedra znajdowała się w drugim końcu miasta, przy placyku z pomnikiem pośrodku. Na granitowym cokole stała młoda kobieta z długimi, pofalowanymi włosami. Alessja. Główne bóstwo Arladii. Wokół pomnika rosły maki - kwiaty Południa.
   Był to wysoki i strzelisty budynek, z dużymi oknami, w których widniały wspaniałe witraże. Na ziemi stwierdzilibyśmy, że jest to na pewno styl gotycki. Dwie wieże, które zwieńczały front budowli górowały nad okolicą. Obie wyposażone były w dzwony, które rozbrzmiały w tamtej chwili.
  Przed katedrą zatrzymało się kilkadziesiąt różnych i różnistych powozów. Jednak w tej ciemnej masie dostrzegłem powóz identyczny, jak mój. Jednak, gdy go mijaliśmy zauważyłem, że jest pusty.
   Wszyscy goście zgromadzeni już byli wewnątrz. Alessandra ulotniła się gdzieś, zostawiając mnie pod drzwiami.
    Katedra wewnątrz była również wspaniała. Piękna posadzka, z elfiego kamienia, strzeliste, marmurowe kolumny, sklepienia z freskami i piękny, złoty ołtarz Alessji.
   Rozbrzmiały pierwsze akordy "Vivat rex novus", a zaraz po tym rozległ się śpiew kilkuset osób, przebywających w katedrze. Zacząłem iść czerwonym dywanem w stronę podwyższenia z ołtarzem, gdzie czekał na mnie Johan z Magdą. Wokół mnie drżały w powietrzy słowa pieśni:

Vivat rex novus, hodie coronavit!
Gens enim et regnat et imperat!
Sit gloria, et virtus Altissimi obumbrabit Dobros his omnibus his vitiisque constabat!
Nos omnes memento illius!


   Gdy doszedłem do ołtarza śpiew umilkł, a głos zabrał Johan.
-Dzisiaj - odezwał się z powagą - wszyscy dostojnicy Arladii zebrali się tutaj, żeby uczestniczyć w koronacji nowej pary królewskiej Holsanii Południowej. Koronowani zostaną: Magdalena Południowoholsańska i jej małżonek Kacer Pominert'as. Czy ktoś ma do tego jakieś obiekcje?
Obejrzałem się za siebie. Wśród zgromadzonych nastąpiło poruszenie. Każdy oglądał się na swojego sąsiada, lecz nikt nie zabrał głosu. W pierwszym rzędzie dostrzegłem uśmiechającą się do mnie Alessandrę. Ubrana była w obcisłą, krótką, czarną sukienkę i buty tego samego koloru.
-Teraz, więc para królewska złoży przysięgi, a następnie ich wasale złożą im hołd. Królowo Magdaleno - wskazał Magdzie jedwabną poduszkę leżącą na ziemi. Magda podeszła i uklęknęła przed Johanem. - Proszę powtarzać za mną. Ja, Magdalena ślubuję po grób służyć dobru swego państwa...
-Ja, Magdalena ślubuję po grób służyć dobru swego państwa...
-Chronić je od wszelkich klęsk, nieurodzajów i wojen...
-Chronić je od wszelkich klęsk, nieurodzajów i wojen...
-Oraz zawsze służyć moim poddanym pomocą, radą i łaskawością. Tak mi dopomóż, Alessjo!
-Oraz zawsze służyć moim poddanym pomocą, radą i łaskawością. Tak mi dopomóż, Alessjo!
Jonah podszedł do figury Alessji i wziął stamtąd koronę, berło i jabłko. Wszystko ze szczerego złota. Potem wrócił i włożył Magdzie koronę na głowę, berło do prawej ręki, a jabłko do lewej.
-Od teraz jesteś pełnoprawną władczynią Holsanii Południowej, Magdaleno Pominert'as!
Magda wstała i przeszła kilka kroków w stronę zgromadzonych. Rozległy się gromkie brawa. Po czym wróciła i usiadła na jednym z pięknie wyrzeźbionych, hebanowych krzeseł. Podszedłem do Johana i uklęknąłem na poduszce. Formułka przysięgi była taka sama, lecz moją zakończył słowami "Od teraz jesteś pełnoprawnym władcą Holsanii Południowej, Iure uxoris, Kacprze Pominert'as." Podszedł do ołtarza Alessji i przyniósł mi koronę, berło i jabłko. Korona była z czystego złota, wysadzana szafirami, berło również złote, pięknie wygrawerowane, a jabłko ozdobione dużymi cyrkoniami.
-Teraz, niech lennicy i wasale złożą hołd suwerenom. - odezwał się Johan.
Z tłumu ławek wstał Książę Sezrik i podszedł do nas, po czym uklęknął
-Przysięgam na Alessję, wierność, lojalność i pomoc moim suwerenom. - skłonił głowę, a jego ręka zaciśnięta w pięść dotknęła piersi.
-Dziękujemy ci za twoją lojalność. - Magda skłoniła lekko głowę, po czym ja zrobiłem to samo.
   Sezrik wstał i skierował się w stronę ławek. Teraz zgodnie z tradycją odbędzie się uroczysta uczta. Nasza zaplanowana była w Arkadowym Pałacu, domu gubernatora Sankt-River.
-Teraz czas na ucztę! - powiedział Johan i ruszył w stronę drzwi. Znów rozbrzmiały akordy, a potem śpiew "Vivat rex novus". Ruszyliśmy za Johanem. Mijając Alessandrę ta podeszła do nas i zaczęła za nami iść, potem zrobili to wszyscy goście zaczynąjąc od przednich ławek. Skojarzyło mi się to ze ślubem. Po wyjściu z katedry wsiedliśmy do karety Magdy i ruszyliśmy do Arkadowego Pałacu, który znajdował się niedaleko rzeki.
===
Miłego czytania ;)

PS: Rozdziały, aż do ferii (2.02.) będą pojawiały się co tydzień, w sobotę.

sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 20: Plany.

   22.01.1251rEL, Sankt-River
Alessandra mieszkała w stylowej kamieniczce, mieszczącej się przy Rynku. Budynek był większy (cztero piętrowy, na każdym piętrze znajdowało się kilka pomieszczeń) od innych, widzianych przeze kamienic.
   Na parterze znajdował się duży, przytulny salon. Na przeciwko okna, wychodzącego na Rynek znajdował się kominek. Przed nim stała luksusowa sofa, kryta czerwonym, aksamitnym materiałem. Pod nią leżała skóra z tygrysa, chyba bengalskiego.
   Po prawej stronie od wejścia znajdowała się przestronna kuchnia. Znajdował się tam piec, dwa kredensy i zmywak. Podłoga wyłożona była granitowymi płytami.
   Za kuchnią, w samym końcu domu była jadalnia. Było to duże, dobrze oświetlone pomieszczenie z trzema dużymi oknami, wychodzącymi na Rynek. Po środku znajdował się duży, mahoniowy stół. Doliczyłem się przy nim czternastu krzeseł:  po sześć po bokach i dwa u szczytu stołu. Nad stołem wisiał, duży, kryształowy żyrandol. Jednak nie był to taki kryształ jaki znałem ze Słonecznego Zamku. Ten kryształ był barwiony na kolor intensywnego fioletu, a światło, które dawał miało barwę leciutko fioletowawą, co dawało pomieszczeniu bardzo intrygujący klimat. Po lewej stronie od stołu, vis a vis okna był kolejny kominek, a nad nim wisiała duża (ok 3x4m) mapa Arladii. Przyglądając się jej, zauważyłem kilka dziwnych nazw, jedną był Ramadan. Pomyślałem, że muszę się o to spytać Alessandry. Oprócz tego obok kominka stało wiele mniejszych i większych doniczek, z kwiatami, które pierwszy raz widziałem na oczy.
   Na pierwszym piętrze znajdował się gabinet Alessandry, łazienka i trzy pokoje gościnne. Ja z Magdą dostaliśmy największy, z podwójnym łożem, a Ermyr i Borys, po jednym, osobnym pokoju.
   Na drugim piętrze znajdowała się sypialnia Alessandry, biblioteka i mały magazyn z magicznymi szpargałami.
   Na trzecim znajdowała się pracownia Alessandry z teleportem, stacją alchemiczną i całą masą innej aparatury magicznej.
   Na czwartym znajdował się się strych i mała wieżyczka z teleskopem.
   Alessandra zarządziła naradę po kolacji. Także zjedliśmy, wyśmienity posiłek w milczeniu, po czym udaliśmy się na piętro pierwsze, do gabinetu pani domu. Montequ usiadła za biurkiem, na dużym, skórzanym fotelu i z jednej z szuflad wyciągnęła mapę Arladii. Ja, Ermyr, Magda i Borys usiedliśmy na krzesłach wokół biurka, patrząc z wyczekiwaniem na Montequ.
-Pierwszą sprawą - zaczęła - jest aktualny stan rzeczy. A więc po pierwsze: Gray został Konsulem Obrony Cesarstwa Północnego, czyli sam cesarz nie ma wpływu na działanie jego wojsk. Po drugie: cała Wszechholsania została zajęta: Selezja, Holsania Południowa i Północna, tylko Cheridar jeszcze walczy. Po trzecie: Resztka wojsk wycofała się za Leśną Rzekę i obozuje teraz pod murami Sankt-River. Żołnierzy z Holsanii Południowej jest łącznie 10 000, z Holsanii Północnej 2 500 i z Selezji niecały tysiąc. Łącznie około 13 000. Cesarstwo Północne posiada 30 000 żołnierzy.
-A Południe? - spytałem - nie pomoże nam?
-Przykro mi, Kacper - odpowiedziała mi Alesandra - ale Południe teraz walczy z przymierzonym z Północą, Sułtanatem Bohemasidzkim. Kolejną sprawą jest wasza jak najszybsza koronacja. Oboje z Ermyrem stwierdziliśmy, że z powodów politycznych zmienicie nazwisko. Będzie ono w Starszej Mowie. Czyli Pominert'as. Magdalen et Kacperus Pominert'as, ex divina South Holsania reges, et senior Selezja, praepositi Cheridar***.- pięknie to brzmi, nieprawdaż? - spytała z uśmiechem Montequ.
-Mamy za mało wojsk. Powinniśmy wysłać posłów do Agavy i Cheridaru. Ile oni mają żołnierzy? - spytałem omijając temat koronacji.
-Agava gdzieś osiem-dziesięć tysięcy -opowiedziała w zamyśleniu Alessandra - A Cheridar teraz to pewnie gdzieś z 4, może 5 tysięcy. Ale nie zapominajmy, że są to świetnie wyszkolone krasnoludzkie legiony i elfi strzelcy.
-Czyli, jak wszystko pójdzie dobrze, powinno dojść jeszcze raz 13 000, czyli razem mielibyśmy 26 000. Nie wiele mniej niż Północ - stwierdziłem.
-Tak. - odezwał się Emyr - ale nie zapominaj, że oni mają do tego magów, których my nie mamy.
-A nie mógłbyś poprosić o nich Gildię? - spytałem
-To nie takie proste - stwierdziła Alessandra - Do tego po trzeba pierdyliard papierzysk i pozwoleń.
-Ale i tak warto spróbować. Emyr pojechałbyś do Gildii? -
-No dobrze. Jutro o świcie jadę do Gór Żelaznych. - odpowiedział z dezaprobatą.
-Pozostaje nam jeszcze sprawa poselstw do Cheridaru i Agavy. - stwierdziła Montequ - Kaper, ty pojedziesz do Cheridaru, a Magda do Agavy. Borysie pojedziesz z nim, dobrze?
-Jak będzie trzeba, to obijemy mordy tym lalusiom z Północy. - odpowiedział z determinacją, Krasnolud.
-Dobrze. Więc jutro z rana odbędzie się koronacja. Uroczystość obędzie się  w Katedrze w Sankt River.
-A kto da nam koronę? Skoro Selezja upadła? Po raz drugi z resztą... - spytałem
-Johan. - odpowiedziała - No jest, do cholery, tym cesarzem czy nie?!

______________________________________________
Rozdział 20! ;D

*** "Magdalena i Kacper Pominert'as, z bożej łaski królowie Holsanii Południowej, zwierzchnicy Selezji i seniorzy Cheridaru.:"

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 19: Historia kołem się toczy.

-Aresztować ją! - wrzasnął gubernator
Strażnicy ruszyli w stronę czarownicy. Na Rynku rozpoczęła się walka. Gapie uciekli omijając walczących. Ja korzystając z zamieszania zacząłem uwalniać się z więzów. Podszedłem do topora kata i zacząłem pocierać więzami o ostrze. Lina ustąpiła.
-Nic ci nie jest? Jesteś cała? - spytałem Magdy i zacząłem uwalniać ją z więzów.
-Na szczęście tak. - odparła z wymuszonym uśmiechem - bolą mnie tylko ręce.
Odpowiedziałem jej uśmiechem i poszedłem uwolnić Ermyra i Borysa. Elf związany był specjalną, posrebrzaną liną, zakłócającą magię. Lina jednak działała tylko na więźnia, nie na magię zewnętrzną. Dlatego przepaliłem ją magicznym płomieniem, uważając żeby nie poparzyć Ermyra. Po chwili oboje byli już wolni. Zaczęliśmy wracać, żeby zabrać Magdę i uciec z miasta. Jednak dziewczyna stała na krawędzi podwyższenia z nożem na gardle. Trzymał go Violemo. W tym samym momencie spostrzegła to także Alessandra, która zabiła już ostatniego strażnika, który był na Rynku.
-Niech ją pan puści, Gubernatorze... - odezwała się dyplomatycznie spokojnym tonem - żadnemu z nas nie chodzi o rozlew krwi. - spojrzała na mnie i wzrokiem wskazała Violemo, zrozumiałem o co jej chodziło - Niech pan nie będzie głupi... - ciągnęła.
Powoli zacząłem iść w stronę Gubernatora i Magdy. Jeszcze pięć metrów... Cztery...
-Wypuśćcie mnie z miasta! - krzyczał Violemo - Teraz!
Zostały jeszcze dwa metry...jeden... Już!
-Morseum. - szepnąłem
Gubernator wybałuszył oczy i runął na deski sceny. Magda wyrwała się z jego uścisku i łkając przytuliła się do mnie.
-Spokojnie. Będzie dobrze. - szeptałem gładząc jej włosy - Nic ci już nie grozi.
Alessandra skinęła mi głową z uśmiechem.
-Witaj, Alessandro - Ermyr ucałował czarownicę w policzek
-Dobrze cię widzieć Ermyrze, jak zdrowie? - spytała z uśmiechem
-Jak widzisz - ręką wskazał stanowisko kata
Razem z Magdą zeszliśmy ze sceny i podeszliśmy do Ermyra i Montequ.
-Ty pewnie jesteś Kacper - odezwała się czarownica podając mi rękę - Alessandra Montequ.
-Kacper Wilk, a to jest Borys Daniłow. - wskazałem krasnoluda - Ermyra, jak widzę, już znasz...
-Miło mi - skinęła głową w stronę Daniłowa - Jesteś odważny, Kacper. I widać, że zależy ci na mojej córce. Wiedziała, kogo wybierała. - odparła z uśmiechem Alessandra
-Dziękuję... - odpowiedziałem speszony.
-Nazywasz mnie córką?! - odezwała się Magda - Gdzie byłaś przez te 17 lat?! Kiedy ja walczyłam o życie w królewskiej kuchni!
Alessandra wyraźnie spochmurniała.
-Posłuchaj... - zaczęła - Jak wiesz, jesteś twoim ojcem był Dawid, król Holsanii. On miał już wtedy żonę i dziecko. Nie mógł sobie pozwolić na wzięcie ciebie na dwór. Uznaliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie ukrycie cię wśród służby, w Słonecznym Zamku. Przez te wszystkie lata, aż do śmierci Dawida pisaliśmy do siebie listy. Była na bieżąco informowana o tym, co się z tobą dzieje. Przez cały czas śmiertelnie za tobą tęskniłam. Ostatni raz widziałam cię 16 lat temu, gdy skończyłaś roczek...
Magda prychnęła i ostentacyjnie pomaszerowała w drugą stronę. Ja poszedłem za nią.
***
Po moich długich namowach zgodziła się na nasz plan. Mieliśmy udać się do mieszkania Alessandy, do Sankt-River. Tam mieliśmy spotkać się z Johanem i omówić sytuację. Wcześniej jednak Montequ miała nas dokładnie poinformować o aktualnym stanie rzeczy.
-Od razu zapowiadam, że nie mam zamiaru z NIĄ rozmawiać - stwierdziła Magda.
-Dobrze... - odparłem zrezygnowany - Nie musisz.
***
3.01.1251rEL, Żelazny Trakt
Wyruszyliśmy wczesnym rankiem. Ermyr z Alessandrą jechali obok siebie, na przodzie. Za nimi jechał Borys, a ja z Magdą zamykaliśmy pochód. Starsza czarownica stwierdziła, że pojedziemy Żelaznym Traktem, a potem popłyniemy łodzią przez Leśną Rzekę i tak dotrzemy do Sankt-River. Przystaliśmy na jej pomysł.
22.01.1251r.EL, Sankt-River
Podróż Żelaznym Traktem, aż do Leśnej Rzeki zajęła nam prawie dwa tygodnie. A potem płynięcie rzeką, raz z przystankami prawie kolejny tydzień.
***

Z oddali majaczyły mury miasta. Zbudowane ze stylowego, białego, elfiego kamienia, wydobywanego w Cheridarze. Elfy nazywały go Mar Mor'i. Był bardzo rzadki, a co za tym idzie - drogi.
Mury były wysokie i smukłe, z wieżami na każdym zakręcie. Pokryte były lśniącą, czerwoną, wyrabianą przez krasnoludy, dachówką. Ona także pochodziła z Cheridaru.
Brama była wysoka i miała kształt łuku. W środku znajdowały się dwie pary wrót i bron, co było drogie i rzadkie...
Po wjechaniu do miasta ujrzeliśmy tłum ustawiony po obydwu stronach szerokiej, brukowanej ulicy. Na nasz widok zaczął wiwatować i ściągać czapki z głów. Nagle z setek gardeł dobiegł się głos:
-Kacperus! Magdalen! Kacperus! Magdalen! Vivat et et semper postquam feliciter! Cum aequa duobus regius!
Przejeżdżając obok zaczęli rzucać nam pod kopyta koni kwiaty lilii, co w tym regionie oznaczało władzę królewską. Razem z Magdą zaczęliśmy machać do zgromadzonych, co spowodowało jeszcze większe poruszenie.
Na końcu ulicy stał Johan.
-Dobrze was widzieć kochani - odezwał się z uśmiechem - Widzę, że Alessandra zdążyła.
-A jakże, cesarzu! - odpowiedziała z uśmiechem czarownica
-No, powróciliśmy tu gdzie wszystko się zaczęło. Tutaj także zacznie się koniec. - odparłem
 

_____________________________________________
Oto rozdział 19! Miłego czytania ;)

Swoją drogą dziękuję, za te baaardzo miłe komentarze pod ostatnim postem. To strasznie motywuje ;)