-Po co tu przyszedłeś? - odwarknąłem.
Gray oparł się o futrynę drzwi i odparł z uśmiechem.
-Nawet w obliczu rychłej śmierci pyskujesz, Kacper, inni błagaliby mnie na kolanach o litość. A ty nie. Ty bezsensownie, ale bohatersko walczysz do samego końca. Fascynujące.
Jonah zaczął się w tym momencie krztusić krwią. Widać było, że kona.
-Jonah! - krzyknęła Magda i rzuciła się w jego stronę.
-Taka duża, a taka głupia - zaśmiał się szyderczo Gray - Jemu już nic nie pomoże.
- Spierdalaj! - rzuciłem w niego zaklęcie odrzucające, ale odbił je berłem. Wycelował we mnie bronią i w moją stronę ruszył czerwony promień. W ostatnim momencie uskoczyłem, a zaklęcie trafiło w kolumnę, znajdującą się za mną. Zaklęcie sprawiło, że kolumna zawaliła się zagradzając drogę do wnętrza Katedry. Uniosłem magią gruz i odrzuciłem go na bok.
-Weźcie Jonaha i uciekajcie... - powiedziałem, stając pomiędzy moimi bliskimi, a Gray'em.
Anthony uśmiechnął się i rzucił w nas zaklęcie. Nie zdążyłem zareagować. Zaklęcie minęło mnie z prawej strony i trafiło w Magdę.
-MAAAAGDAAAA! - krzyknąłem i rzuciłem się w jej stronę
-Doigrałeś się! - krzyknął do mnie Gray. Wymówił zaklęcie i jego postać zaczęła jarzyć się na czerwono. Połączył się z Arkoshem. Znów.
-Weźcie Magdę i Jonaha. Ja zaraz wrócę... może... - powiedziałem do przyjaciół.
-Kacper, my... - zaczęła Alessandra
-NATYCHMIAST! - wydarłem się tak głośno, aż echo odbiło się od ścian Katedry. Ermyr z Borysem unieśli Jonaha, a Es Midan wziął Magdę na ręcę i zaczęlli biec w stronę wnętrza Katedry, co chwila się odwracając.
"Zaufaj, , mi Kacper" - usłyszałem w głowie głos Alessji.
"Co mam robić?" - spytałem w myślach
"Wszystko w swoim czasie, Lwie Arladii*" - odpowiedziała wymijająco bogini.
-No to teraz się zabawimy! - Gray wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Uniósł berło i rzucił we mnie zaklęciem wybuchającym, które odbite, rykoszetem trafiło w przeciwległą ścianę, robiąc w nią dużych rozmiarów wyrwę. Przy wybuchu na podłogę spadła spora część sufitu, którą Gray musiał odbić. Uniosłem Kostur i posłałem w jego stronę kilka zaklęć: śmiertelne, odrzucające i wybuchające. Jednak wszystkie zręcznie odbił berłem. Teraz on przeszedł do natarcia. Ciskał we mnie piorunami i magicznymi grotami. Z trudem odbijałem ten zmasowany atak. W końcu uniósł berło do góry i przez sufit wpadło wycelowane w niego, oślepiające czerwone światło. Trwało to może kilka sekund. Po tym czasie czerwony promień przekierował w moją stronę. Spanikowałem, jednak Kostur sam zareagował. Wiedziałem, że to interwencja Alessji. W duchu dziękowałem bogini za pomoc.
Gray oparł się o futrynę drzwi i odparł z uśmiechem.
-Nawet w obliczu rychłej śmierci pyskujesz, Kacper, inni błagaliby mnie na kolanach o litość. A ty nie. Ty bezsensownie, ale bohatersko walczysz do samego końca. Fascynujące.
Jonah zaczął się w tym momencie krztusić krwią. Widać było, że kona.
-Jonah! - krzyknęła Magda i rzuciła się w jego stronę.
-Taka duża, a taka głupia - zaśmiał się szyderczo Gray - Jemu już nic nie pomoże.
- Spierdalaj! - rzuciłem w niego zaklęcie odrzucające, ale odbił je berłem. Wycelował we mnie bronią i w moją stronę ruszył czerwony promień. W ostatnim momencie uskoczyłem, a zaklęcie trafiło w kolumnę, znajdującą się za mną. Zaklęcie sprawiło, że kolumna zawaliła się zagradzając drogę do wnętrza Katedry. Uniosłem magią gruz i odrzuciłem go na bok.
-Weźcie Jonaha i uciekajcie... - powiedziałem, stając pomiędzy moimi bliskimi, a Gray'em.
Anthony uśmiechnął się i rzucił w nas zaklęcie. Nie zdążyłem zareagować. Zaklęcie minęło mnie z prawej strony i trafiło w Magdę.
-MAAAAGDAAAA! - krzyknąłem i rzuciłem się w jej stronę
-Doigrałeś się! - krzyknął do mnie Gray. Wymówił zaklęcie i jego postać zaczęła jarzyć się na czerwono. Połączył się z Arkoshem. Znów.
-Weźcie Magdę i Jonaha. Ja zaraz wrócę... może... - powiedziałem do przyjaciół.
-Kacper, my... - zaczęła Alessandra
-NATYCHMIAST! - wydarłem się tak głośno, aż echo odbiło się od ścian Katedry. Ermyr z Borysem unieśli Jonaha, a Es Midan wziął Magdę na ręcę i zaczęlli biec w stronę wnętrza Katedry, co chwila się odwracając.
"Zaufaj, , mi Kacper" - usłyszałem w głowie głos Alessji.
"Co mam robić?" - spytałem w myślach
"Wszystko w swoim czasie, Lwie Arladii*" - odpowiedziała wymijająco bogini.
-No to teraz się zabawimy! - Gray wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Uniósł berło i rzucił we mnie zaklęciem wybuchającym, które odbite, rykoszetem trafiło w przeciwległą ścianę, robiąc w nią dużych rozmiarów wyrwę. Przy wybuchu na podłogę spadła spora część sufitu, którą Gray musiał odbić. Uniosłem Kostur i posłałem w jego stronę kilka zaklęć: śmiertelne, odrzucające i wybuchające. Jednak wszystkie zręcznie odbił berłem. Teraz on przeszedł do natarcia. Ciskał we mnie piorunami i magicznymi grotami. Z trudem odbijałem ten zmasowany atak. W końcu uniósł berło do góry i przez sufit wpadło wycelowane w niego, oślepiające czerwone światło. Trwało to może kilka sekund. Po tym czasie czerwony promień przekierował w moją stronę. Spanikowałem, jednak Kostur sam zareagował. Wiedziałem, że to interwencja Alessji. W duchu dziękowałem bogini za pomoc.
Dwa światła: czerwone - Gray'a/Arkosha i białe - moje/Alessji, zderzyły się kilka metrów przede mną wywołując fontannę iskier. W pobliżu miejsca zderzenia powietrze wyraźnie zgęstniało, przybierając pół-przezroczystą, czarnawą barwę.
Po jakimś czasie zauważyłem, że moje siły słabną. Iskry zaczęły się przesuwać niebezpiecznie w moją stronę. Próbowałem całą swoją magię włożyć w to zaklęcie, jednak to nic nie dało. Gray był po prostu silniejszy. Od trafienia we mnie dzieliło mnie jakieś trzy, może cztery metry. Jednak ta odległość z każdą sekundą niebezpiecznie malała. Zostało dwa i pół metra. Dwa. Półtora. Zastanawiałem się co zrobić. Metr. Wiem! Pół metra. Uskoczyłem i utworzyłem wokół siebie magiczną barierę. Zaklęcie Gray'a trafiło w filar nośny i dosłownie wyrwało go spod sufitu. Dach, pozbawiony podpory, w mgnieniu oka runął na dół. Przez kilka sekund, od mojej tarczy odbijały się większe, bądź mniejsze kawałki stropu. W końcu ten "deszcz" ustał. Dezaktywowałem barierę i wstałem z ziemi. Nade mną znajdowała się ogromna dziura, która ukazywała ciemne niebo, oświetlane tylko łuną płonącego miasta.
Gray też wyszedł bez szwanku. Stał w tym samym miejscu, co wcześniej. Widocznie on też stworzył w porę barierę. Zauważywszy mnie znów zaczął rzucać we mnie najróżniejszymi zaklęciami ofensywnymi. Czułem w sobie moc Bogini Życia. Z bezczelną wręcz zwinnością odbijałem kierujące się w moją stronę zaklęcia. Jednak jednego z nich nie zdołałem odbić. Było to zaklęcie odrzucające. Pod jego wpływem odrzuciło mnie kilka metrów do tyłu. Upadłem na żwir, lewą ręką. Usłyszałem trzask łamanych kości i po moim ciele rozszedł się rozdzierający ból. Jednak Gray nie dał mi nawet chwili na lament, z powodu złamanej chwili. Od razu zaczął atakować. Nie zdążyłem podnieść Kostura, który leżał kilka metrów na lewo ode mnie. Musiałem przeturlać się, ze złamaną ręką, po kilkumetrowych stertach gruzu. Zrobiłem to w ostatniej chwili. Zaklęcie minęło mnie i trafiło w znajdującą się za mną ścianę, której prawie połowa upadła z hukiem na posadzkę.
Po jakimś czasie zauważyłem, że moje siły słabną. Iskry zaczęły się przesuwać niebezpiecznie w moją stronę. Próbowałem całą swoją magię włożyć w to zaklęcie, jednak to nic nie dało. Gray był po prostu silniejszy. Od trafienia we mnie dzieliło mnie jakieś trzy, może cztery metry. Jednak ta odległość z każdą sekundą niebezpiecznie malała. Zostało dwa i pół metra. Dwa. Półtora. Zastanawiałem się co zrobić. Metr. Wiem! Pół metra. Uskoczyłem i utworzyłem wokół siebie magiczną barierę. Zaklęcie Gray'a trafiło w filar nośny i dosłownie wyrwało go spod sufitu. Dach, pozbawiony podpory, w mgnieniu oka runął na dół. Przez kilka sekund, od mojej tarczy odbijały się większe, bądź mniejsze kawałki stropu. W końcu ten "deszcz" ustał. Dezaktywowałem barierę i wstałem z ziemi. Nade mną znajdowała się ogromna dziura, która ukazywała ciemne niebo, oświetlane tylko łuną płonącego miasta.
Gray też wyszedł bez szwanku. Stał w tym samym miejscu, co wcześniej. Widocznie on też stworzył w porę barierę. Zauważywszy mnie znów zaczął rzucać we mnie najróżniejszymi zaklęciami ofensywnymi. Czułem w sobie moc Bogini Życia. Z bezczelną wręcz zwinnością odbijałem kierujące się w moją stronę zaklęcia. Jednak jednego z nich nie zdołałem odbić. Było to zaklęcie odrzucające. Pod jego wpływem odrzuciło mnie kilka metrów do tyłu. Upadłem na żwir, lewą ręką. Usłyszałem trzask łamanych kości i po moim ciele rozszedł się rozdzierający ból. Jednak Gray nie dał mi nawet chwili na lament, z powodu złamanej chwili. Od razu zaczął atakować. Nie zdążyłem podnieść Kostura, który leżał kilka metrów na lewo ode mnie. Musiałem przeturlać się, ze złamaną ręką, po kilkumetrowych stertach gruzu. Zrobiłem to w ostatniej chwili. Zaklęcie minęło mnie i trafiło w znajdującą się za mną ścianę, której prawie połowa upadła z hukiem na posadzkę.
Zdołałem chwycić Kostur i z trudem wstałem na nogi. Gray rzucił we mnie promieniem. Ja sparowałem go swoim. I znów zaczęły lecieć iskry. Jednak teraz było ich znacznie więcej. Zaczęły oświetlać cały budynek. Na twarzy Graya zauważyłem... zmęczenie! To był dobry znak. Bardzo dobry. Włożyłem w to więcej mocy. Czułem, że zostałem obdarzony siłą nie tylko Alessji, ale też innych bóstw. Jednak i Gray nie został osamotniony. Z tego, co się później dowiedziałem, został wsparty przez Boginię Nocy. Iskry zaczęły już dosięgać ścian. I w tamtej chwili nastąpił przełom! Iskry zaczęły przesuwać się w stronę Gray'a. Bardzo powoli, jednak było to widoczne gołym okiem. Jego siły zaczęły zdecydowanie słabnąć. Czerwony promień zaczął migotać. Iskry nadal przesuwały się w stronę Gray'a. Jeszcze kilka metrów... Dwa... Jeden... JUŻ! Nagle połączenie zostało przerwane. Promienie zaczęły migotać i rozjarzył się oślepiającym blaskiem, który ogarnął całe pomieszczenie. I... zgasły. Odrzuciło mnie kilka metrów w tył. Z Gray'em stało się to samo. Wylądowałem na kilkumetrowej stercie gruzu. Jednak nic, oprócz kilku siniaków i zadrapań, się nie stało. Wstałem i zacząłem iść do Gray'a. Leżał bez ruchu na posadzce. Myślałem, że nie żyje. Chciałem to sprawdzić. Jednak on uniósł berło i wystrzelił we mnie zaklęcie. Znów mnie odrzuciło. Tym razem znacznie wyżej i dalej, niż się tego spodziewałem. Przeleciałem przez całe pomieszczenie i wylądowałem, trafiając plecami w pomnik Alessji. Odbiłem się od niego i ze strzyknięciem w nodze wylądowałem na podłodze. Z ogromnym trudem wstałem. Miałem złamaną rękę i chyba też nogę. Zacząłem kierować się w stronę Gray'a, który stał naprzeciwko mnie.
-Skończmy to tu i teraz, Kacper. - powiedział z powagą.
Rzucił we mnie zaklęciem, jednak odbiłem je. Tak samo stało się kilkoma kolejnymi. Widać było,że stracił większość swoich sił. A na pewno stracił wsparcie Bogów. Znów doszło do zwarcia. Zaczęły lecieć iskry. Jednak nie były one tak duże, jak ostatnio, bo i promień Gray'a był dużo słabszy. Iskry zaczęły szybko przesuwać się w stronę Anthony'ego. Cztery metry... Trzy... Dwa... Jeden... I mój promień dosięgnął ciała Gray'a. W tej samej chwili nastąpił ogromny wybuch. Utworzyłem barierę. Siła wybuchu sprawiła, że ściany Katedry zostały w mgnieniu oka zmiecione. Moja tarcza zaczęła słabnąć, w tym samym momencie, w którym ostatnie kawałki gruzu opadały na ziemię. Zacząłem słabnąć. Osunąłem się na podłogę. A potem było już tylko ciemność.
-Skończmy to tu i teraz, Kacper. - powiedział z powagą.
Rzucił we mnie zaklęciem, jednak odbiłem je. Tak samo stało się kilkoma kolejnymi. Widać było,że stracił większość swoich sił. A na pewno stracił wsparcie Bogów. Znów doszło do zwarcia. Zaczęły lecieć iskry. Jednak nie były one tak duże, jak ostatnio, bo i promień Gray'a był dużo słabszy. Iskry zaczęły szybko przesuwać się w stronę Anthony'ego. Cztery metry... Trzy... Dwa... Jeden... I mój promień dosięgnął ciała Gray'a. W tej samej chwili nastąpił ogromny wybuch. Utworzyłem barierę. Siła wybuchu sprawiła, że ściany Katedry zostały w mgnieniu oka zmiecione. Moja tarcza zaczęła słabnąć, w tym samym momencie, w którym ostatnie kawałki gruzu opadały na ziemię. Zacząłem słabnąć. Osunąłem się na podłogę. A potem było już tylko ciemność.
==========================
* "Lew Arladii" - jest to nawiązanie do przydomka. który Jan III Sobieski otrzymał od Turków: Lew Lechistanu (Lechistan to turecka nazwa Polski).
==============================
Siemka! Oto czwarta i ostatnia część rozdziału 26! Myślę, że nie jest ani za krótka, ani za długa. Kolejny rozdział ukaże się... niebawem. ;) Nic nie obiecuję, bo nie wiem czy uda mi się napisać go " w terminie". Jednak od razu mówię, że nie oczekujcie na zbyt wiele. Góra dwa-trzy, no może cztery rozdziały. Ale główki do góry! ;D Już mam pomysł na nowe opowiadanie. W stylu młodzieżowym. Bez magii itp. Taka tam historia o chłopaku, który mieszka w pewnym bloku...
A wy tymczasem komentujcie, oceniajcie i obserwujcie kolejny rozdział blogu "History of my life". Pozdrowionka i do następnego! ;)
A wy tymczasem komentujcie, oceniajcie i obserwujcie kolejny rozdział blogu "History of my life". Pozdrowionka i do następnego! ;)
Nie no weź ! To jest jakis totalny skandal !
OdpowiedzUsuńI do jasnej cholery narzekasz że urywam w głupich momentach ?!
Foch! ( ale i tak czekam na next :-) dawaj szybko bo nie wytrzymam )
U mnie 26 rozdział
nieelitarnaszkola.blogspot.com
I 4
czuc.blogspot.com
Pozdrawiam :-)
Polsat może być tylko jeden ;)
Usuń